GRY

sobota, 24 października 2015

CYBORIA. Przebudzenie Galena

tytuł:                           CYBORIA. Przebudzenie Galena
autor:                          Pierdomenico Baccalario
przeczytana:               20 września 2015
tytuł oryginału:            "Cyboria. Il risveglio di Galeno"
data wydania: pierw.:  2009
                      polsk.:  2011
wydawnictwo:            Firma Księgarska Olesiejuk
tłumaczenie:               Marzena Radomska
liczba stron:               318
ISBN:                        978-83-7626-690-9
kategoria:                   fantastyka, literatura młodzieżowa, dziecięca
moja ocena:                7/10
seria:                          Cyboria tom 1







OPIS
  Otto Błyskawica Perotti ma 13 lat, czerwony rower, kocha liczby i zagadki.

  Na łożu śmierci dziadek zostawia mu dziwną szkatułkę pokrytą liczbami i bilecik, na którym napisano "Idź Ty!". Ale dokąd?

  Gdzieś daleko, w nieznanej części świata, doskonałe miasto Cyboria od ponad 90 lat czeka na nowych mieszkańców. Jednak droga, która do niego prowadzi, nie jest dostępna dla wszystkich.

  Roboty i ryzykowne przedsięwzięcia, nieskończone zapasy energii i zdrady to elementy nowej wielkiej przygody, którą przedstawił w swej książce Pierdomenico Baccalario.


MOJA OPINIA
  Pierdomenico Baccalario był dla mnie tajemnicą, póki nie rozszyfrowałam, że kryje się również pod nickiem Ulysses Moore. Spotkałam go już wcześniej, choć tylko raz, czytając jedną malutką książkę, kupioną z gazetą, pt. Wrota czasu. Przebudzenie Galena, podobnie jak Wrota czasu są napisane stylem typowym dla autora. Prosto, ciekawie i dla młodzieży. I właściwie nie byłabym nią zainteresowana, gdyby nie to, że jest to fantastyka, którą zwykłam czytać. Innym elementem, który pobudził mnie do czytania, to fakt, że książka ta jest prezentem, a nie mogłabym znieść widoku rozczarowania w oczach osoby podarowującej, gdybym jej nie przeczytała. Przechodzę więc do sedna, mając nadzieję, że moja opinia będzie tak krótka i prosta, jak nieskomplikowana i wciągająca jest treść Przebudzenia Galena.

    "Dziadek Ottona chciał, aby wnuczek czuł się kimś niezwykłym, mawiał więc, że powinien spróbować zrobić coś trudnego, bo łatwe rzeczy i tak każdy umie zrobić.
  Prawdopodobnie właśnie dlatego, kiedy Otto Błyskawica Perotti siedział na siodełku roweru, który należał do jego dziadka, zdecydował, że zrobi coś bardzo trudnego. Postanowił pędzić rowerem ile sił w nogach, a przed samym mostkiem zebrać się na odwagę i skoczyć. Gdyby skok mu się udał, wylądowałby na ścieżce obok kanału, pięć metrów niżej.
  To było więcej niż trudne. To było szaleństwo. Ale był to też jedyny sposób, aby uciec przed Licealną Bandą."

  Oto początek szalonej przygody, której nikt się nie spodziewał. Ani bohaterowie, ani ja, w naszych najśmielszych oczekiwaniach. Przygody pełnej strachu, robotów ale i również matematyki. Czyż nie mówi się, że matematyka jest potęgą nauk? W tej książce można się o tym przekonać. I udowadnia to młody chłopak, Otto Błyskawica Perotti. Trzynastolatek wykorzystuje swoją wiedzę oraz ciocię, aby rozwikłać zagadkę otrzymaną po śmierci dziadka. Podobno temu, nie udało się jej rozwiązać... Tajemnicze cyfry i znaki znajdujące się na szkatule, zastanawiają i intrygują chłopca. Ale, czy książka nie byłaby dobrą opowieścią, gdyby pytania nie znalazły swoich odpowiedzi, a odpowiedzi nie tworzyły kolejnych zagadek? I oczywiście, zawsze znajdują się w niej czarne charaktery...

  Książka, choć przeznaczona głównie dla dzieci i młodzieży, bardzo przypadła mi do gustu. Prosty język i nieskomplikowana akcja, sprawiają że czyta się ją szybko. Nie wymaga ona dużego skupienia czy pamiętania wielu elementów akcji, ponieważ są one albo umiejętnie przypominane, albo tak wytłumaczone, że zapamiętuje się je od razu. W trakcie czytania napotykamy bardzo wiele niewiadomych, które pobudzają niezmiernie czytelnika do myślenia i stawiania własnych hipotez, a ich rozwiązania nieraz mogą wprawić w rozbawienie, lub częściej w zdumienie. Autor nie omieszkał wplątać bohaterów w intrygi i niebezpieczeństwa oraz poddać ich wielu próbom lojalności wobec danego słowa.

  Nie mam zastrzeżeń do książki. Jest prosta i logiczna, bardzo dobra dla współczesnej młodzieży, która szuka fantastyki z odrobiną matematyki oraz mnóstwem zagadek. Jeśli lubicie czytać o młodych, odważnych i upartych chłopcach, pełnych nadziei na ziszczenie się marzenia o wielkiej przygodzie, to książka zdecydowanie dla Was. Sądzę, że i również dorosły czytelnik mógłby odnaleźć w niej odrobinę przyjemności dla siebie.

FRAGMENTY
·         s.5 TERAŹNIEJSZOŚĆ
Chcemy wyśpiewywać miłość do niebezpieczeństwa,
praktykę energii i zuchwałość.

~Manifest futuryzmu, F.T. Marinetti, "Le Figaro"
20 lutego 1909 roku
(tłum. A. Włoczewska)

·         s.133 PRZESZŁOŚĆ
Będziemy wyśpiewywać na cześć fabryk
zawieszonych pod chmurami na sznurkach dymów,
mostów skaczących jak gimnastyk
nad diabolicznym ostrzem rozświetlonych słońcem rzek,
awanturniczych parowców węszących po horyzontach,
żelaznych koni zaprzęgniętych do długich rur.

~Manifest futuryzmu, F.T. Marinetti, "Le Figaro"
20 lutego 1909 roku
(tłum. A. Włoczewska)

·         s.227 PRZYSZŁOŚĆ
Dlaczego musimy patrzeć wstecz,
jeśli chcemy przejść  przez tajemnicze drzwi niemożliwego?

~Manifest futuryzmu, F.T. Marinetti, "Le Figaro"
20 lutego 1909 roku
(tłum. A. Włoczewska)


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:
  

wtorek, 20 października 2015

30-Days Book Challenge, dzień 5


A book that makes you happy.
Książka, która czyni cię szczęśliwym.


  Jest taka książka, która mnie rozśmiesza ilekolwiek razy ją czytam. Życie. Podręcznik sztuki przetrwania autorstwa Łukasza Miszewskiego, dostała się w moje ręce z woli konkursu na Lubimyczytac.pl. Sądzę, że zalicza się ona do wyzwania, ponieważ zawsze przysparza mnie o uśmiech i chwilę refleksji nad spostrzegawczością autora. Czy jestem wtedy szczęśliwa? Raczej tak. Nie skaczę oczywiście pod sufit, ponieważ nie jest to książka mająca za zadanie motywować mnie do wstawania codziennie, skoro świt, z uśmiechem na twarzy. Jest to książka napisana w formie małej encyklopedii, której treść wypełniają hasła, typu:
Pociągi

  • "... męski mózg, największy w królestwie zwierząt organ węszący piwo."
  • "Alkohol. Dwa atomy węgla, sześć atomy wodoru, jeden atom tlenu i mnóstwo radości".
Więcej nie podam, bo za dużo mogłabym zdradzić. Mam nadzieję jednak, że te dwa krótkie cytaty oddają wiernie atmosferę książki, która potrafi pobudzić nie tylko wyobraźnię, myślenie, przypominanie ale i również mięśnie twarzy.

  Nie chodzi w niej o to, aby po prostu wyśmiewać ludzi bądź hasła. Chodzi bardziej o to, aby widzieć ją jako satyrę, ukazującą codzienność i jej negatywy w sposób zabawny oraz zmuszający do refleksji. 

  Mam nadzieję, że zachęci to Was do zapoznania się z nią, ponieważ nie jest popularna, a szkoda. 

  Ok. A jakie są książki, które Was potrafią rozśmieszyć? Spotkaliście już takie, czy też oczekujecie spotkania? Jestem ogromnie ciekawa. :)

niedziela, 11 października 2015

Tego lata stałam się piękna

tytuł:                           Tego lata stałam się piękna
autor:                          Jenny Han
przeczytana:               8 października 2015
tytuł oryginału:            "The Summer I Turned Pretty"
data wydania: pierw.:  2009
                      polsk.:  2014
wydawnictwo:            Grupa Wydawnicza Foksal
tłumaczenie:               Stanisław Kroszczyński
liczba stron:                320
ISBN:                         978-83-280-0743-7
kategoria:                    literatura obyczajowa
moja ocena:                6/10
seria:                          Summer tom 1/3








OPIS
  Belly liczy czas w porach roku. Wszystko, co niezwykłe i magiczne, przytrafia się jej między czerwcem a sierpniem. Zimą dziewczyna odlicza tygodnie dzielące ją od lata, od domku przy plaży, Susanny i - co najważniejsze - od Jeremiego i Conrada. Poznała ich dawno temu. Najpierw traktowała jak braci, a potem pokochała jak chłopaków. Tego lata, tego pięknego i koszmarnego lata, wszystko zaczyna się zmieniać. Ale czy skończy się tak, jak już dawno powinno się skończyć?


MOJA OPINIA
  Od czasu do czasu i mnie zdarzy się sięgnąć po książkę, która normalnie raczej by mnie nie interesowała. Dzieje się to za sprawą ludzi mnie otaczających, którzy nie pomni na moje skromne tłumaczenia, że uwielbiam fantastykę, na siłę bądź ukradkiem, wciskają mi książkę taką jak ta. Jak już znajduje się u mnie na półce do przeczytania, muszę ją przeczytać. Nie chcę przecież zawieść znajomych/rodziny/przyjaciół. Przez nich właśnie teraz zamierzam napisać Wam co nieco o tej książce. I od razu zaznaczam: to wszystko ich wina.

   Główna bohaterka wraz z rodziną, każde lato spędza nad morzem. Mieszkając w domu przyjaciółki mamy, wraz z jej synami, Jeremim i Conradem, przeżywa najlepsze ale i zarazem najgorsze przygody swego życia. Miłość, przyjaźń, wierność i oddanie są tymi uczuciami, które potrafią zranić najmocniej, a główna bohaterka przekonuje się o tym na własnej skórze, ulegając podszeptom serca. I choć wydaje się, że z dania na dzień, prowadzi ona beztroskie życie, to nic bardziej mylnego. Jak każda nastolatka pragnie miłości, zwłaszcza, że jej serce już wybrało. Co jednak uczynić, gdy ten jedyny jest zamkniętym w sobie, smutnym mężczyzną, na pozór nie zwracającym uwagi na względy okazywane przez Belly, oraz traktującym ją jedynie jako młodszą siostrę? Główna bohaterka znalazła rozwiązanie. Być z innym. Niekoniecznie oczywiście z miłości. Może po prostu z potrzeby bliskości. Nieświadomie jednak wzbudziła zazdrość w obydwu braciach, którzy tego właśnie lata odkryli w niej piękną kobietę, porzucając beztroską braterską opiekę, na rzecz uczucia o wiele głębszego. Miłości, oczywiście. Jednak jak to zwykle w opowieściach tego typu bywa, Belly nie ma o tym zielonego pojęcia.

    "Pierwszego wieczoru zawsze było tak samo: wielka waza pełna ostrej zupy rybnej, którą Sussana przygotowała, czekając na nasz przyjazd. Zupy z mnóstwem krewetek, krabów i ośmiorniczek - wiedziała, że bardzo lubię takie małe ośmiorniczki. Nawet kiedy byłam jeszcze dzieckiem, odkładałam je na bok, zostawiałam je sobie na koniec. Susanna postawiła wazę pośrodku stołu, a do tego był francuski chleb z chrupiącą skórką kupiony w okolicznej piekarni. Każde z nas dostało miskę, a potem całą kolację dolewaliśmy sobie, zanurzając chochlę w wazie. Susanna i mama zawsze popijały czerwonym winem, a my, jako nieletni, zawsze dostawaliśmy winogronową fantę, jednak tego wieczoru wino pili wszyscy."

  Historia właściwie jak każda inna. Piękna dziewczyna i zakochanych w niej dwóch braci. Nie urzekła mnie. Nie zaciekawiła za bardzo. Jedynym jej atutem była lekkość słowa mówionego, które pozwalało się szybko przeczytać. Sądzę, że plany na książkę były ciekawsze niż dzieło ukończone. Czasami miałam w głowie mętlik, ponieważ autorka umieściła pomiędzy akcją teraźniejszą książki, fragmenty pochodzące z przeszłości, przy czym okroiła je z ważnych informacji, najciekawszych informacji. Sam fakt dodania tych wycinków przeszłości jako osobnych rozdziałów, byłby nawet ciekawy, gdyby nie to, że wydarzenia te nie były uszeregowane. Mam na myśli to, że treść książki wyglądała mniej więcej tak: teraźniejszość, 11 lat, teraźniejszość, 13 lat, teraźniejszość, 9 lat, teraźniejszość, 12 lat. Łatwo można się było w tym pogubić i mi się to udało. Zdecydowanie lepiej wypadłoby, gdyby była to chronologiczna kolejność.

  Kolejnym, co mam do zarzucenia książce, to główna bohaterka. Wszyscy naokoło mówią jej jak to się zmieniła i że naprawdę świetnie wygląda, a ona, brzydkie kaczątko, cały czas wmawia sobie, że jest okropnym podlotkiem. Zwariować można przy tym jej niezdecydowaniu. A jeśli już o tym wspomniałam, to nasuwa mi się kolejny minus książki. Belly jest zakochana za zabój. Wszędzie wypatruje Conrada i otwarcie okazuje mu zainteresowanie. Jednak ni stąd ni z owąd, zaczyna chodzić z poznanym na ognisku chłopakiem, paradując z nim po całym miasteczku i nie omieszkując oczywiście, zaprowadzić go do domu. To kocha tego Conrada czy nie? Raz tak, a zaraz później go nie cierpi.

  Książka jest niedopracowana i właściwie bez żadnego głębszego sensu. Bez morału, czy choćby zastanawiającego zakończenia, obiecującego więcej w dalszych tomach. Książka kończy się zdecydowanie zbyt nagle, co nasuwa myśl, że autorka chciała jak najszybciej ją ukończyć, bez zbędnego głowienia się. Wiele informacji umieszczonych w książce, jest nierozwiniętych, tylko wspomnianych i pozostawionych bez wyjaśnień. Być może zostaną one kontynuowane w tomach kolejnych, nie wiem. Dla mnie jednak, jeśli autorka kończy książkę, to powinna kończyć wszystkie wątki, które zostały w niej wspomniane, tak aby ona stanowiła spójną całość. A jeśli nie chce się tych wątków dalej ciągnąć, to po co w ogóle o nich pisać, bez sensu zapychając treść?

  Nie mogę jednak powiedzieć, że książka składa się z samych negatywów, ponieważ skłamałabym. Tym, co przemawia na jej korzyść to lekkość języka i błahość historii, przy której nie potrzeba dwoić się i troić, aby znaleźć rozwiązanie problemu. Książka jest prostą opowieścią o zbyt skromnej Belly, której życie nie szczędzi zawodów miłosnych oraz złośliwości pod adresem jej młodego wieku oraz płci. Czy warto jest ją przeczytać, musicie zdecydować sami, ponieważ ja jestem neutralna. Opowieść jak każda inna.


Książka bierze udział w następującym wyzwaniu:

wtorek, 6 października 2015

W gąszczach mroku

tytuł:                           W gąszczach mroku
autor:                          Amelia Atwater-Rhodes
przeczytana:                4 września 2015
tytuł oryginału:            "In the Forests of the Night"
data wydania: pierw.:  1999
                      polsk.:  2002
wydawnictwo:            Exlibris
tłumaczenie:               Lidia Rafa
liczba stron:                136
ISBN:                         83-88455-95
kategoria:                    fantastyka
moja ocena:                9/10
seria:                          Seria z dreszczykiem tom 1/3





OPIS
  Urodziłam się w 1684 roku, ponad trzysta lat temu. Kiedyś nazywano mnie Rachel. Ten, który mnie zmienił nadał mi nowe imię - Risika. Nigdy nie zapytałam wprost, co oznacza ta zmiana. Wiem jedno - przeistoczyłam się w istotę, która budzi we mnie lęk.

  Za dnia Risika śpi w zaciemnionym pokoju, w małym Concord w stanie Massachusetts. W nocy poluje na ulicach Nowego Jorku. Przyzwyczaiła się do życia w samotności. Ale nagle poczuła, że ktoś ją zaczął śledzić. Ktoś podrzucił jej czarną różę, identyczną jak ta, która odmieniła jej los trzysta lat temu.


MOJA OPINIA
  Na samym początku należy zaznaczyć, że mam sentyment do tej książki. Należy również wiedzieć, że autorka pisząc W gąszczach mroku miała tylko 14 lat oraz bujną wyobraźnię. Trzeba też dodać fakt, iż książka powstała w 1999 roku, dlatego też odbiega odrobinę od rzeczywistości. Ale czy to źle? Nie, raczej nie. Ponieważ wampiry, o których przeczytać można w książce, to w istocie stworzenia, które nie zadają się ze śmiertelnikami - swoją zwierzyną. Pragną krwi, pilnują swego terytorium i toczą walki, ale przede wszystkim nie są już ludźmi i obce są im ludzkie wrażliwości.

 Akcja książki podzielona jest na dwa czasy: teraźniejszość, czyli rok około 1999, w którym powstała książka oraz rok 1701. Główną bohaterką jest Risika, wampirzyca, która wspomina swoje ludzkie życie, dlatego też akcja miejscami przenosi nas ponad 300 lat wstecz. Nosiła wtedy imię Rachel, mieszkała z bratem bliźniakiem, przyrodnią siostrą oraz ojcem w małym miasteczku. Pewnego dnia otrzymała czarną różę od mężczyzny, który był jej obcy. Gdy kolec skaleczył ją i na palcu pokazała się krew, jej los został przypieczętowany i tylko kwestią czasu było, aż ktoś zmieni ją w wampira. Tą osobą była Ather, słaba w swym gatunku, lubująca się w przemianie silniejszych od siebie, w nadziei, że będą ją chronić. Gdy wybrała Rachel, nie sądziła, że ta ją znienawidzi.

  "- Jesteś zła. Nie będę zabijać tylko dlatego, że ty mi każesz...
  - Więc zabij, bo masz do tego prawo - wycedziła przez zęby. Czułam, że przez mój upór Ather zaczyna tracić cierpliwość. - Nie jesteś już człowiekiem, Risiko. Ludzie to nasza zwierzyna. Nigdy nie było ci żal kurczaków, które tyle razy zabijałaś, żeby urozmaiciły twój posiłek. Zwierzęta hoduje się po to, żeby je zabijać. Płacisz za nie, należą do ciebie. Dlaczego wobec tego pokarmu czujesz coś innego?
  Jej rozumowaniu nie można było niczego zarzucić.
  - Przecież nie można zabijać ludzi. To...
  - Złe? - dokończyła za mnie Ather. - Świat jest zły, Risiko. Wilki polują na sarny. Sępy żywią się trupami. Hieny atakują słabszych. Ludzie zabijają to, czego się boją. Przetrwaj i bądź silna albo zgiń, zaszczuta przez własną ofiarę, drżąca ze strachu w mroku nocy."

  Risika śpi za dnia, a nocami poluje. Jednak nie dlatego, że słońce może zamienić ją w proch. Po prostu tak lubi. I wszystkie te bajki, które ludzie wymyślili sobie na temat wampirów, śmieszą ją tylko. Nie ma przyjaciół, ani rodziny. Nie utrzymuje z nikim bliskich kontaktów, aby nie narażać się na niewygodne pytania i żeby mieć po prostu święty spokój. Jest jednak ktoś, kogo wampirzyca kocha. Jest to tygrysica, zamknięta w zoo, choć jej żywiołem jest wolność. We dwie rozumieją się świetnie. Jednak pewnej nocy, gdy Risika zaczyna polować na terytorium swojego wroga, Aubrey'a, miłość jaką obdarzyła tygrysicę, zostaje wykorzystana przeciwko niej. Wtedy Aubrey wygrywa, tak samo jak ponad trzysta lat wcześniej, gdy podarował jej czarną różę. I choć zawsze budził w Risice strach i nienawiść, jeden czyn przechylił szalę obelg i wampirzyca postanawia rzucić mu wyzwanie, wreszcie udowodniając, nie tylko sobie, ale i wszystkim z gatunku wampirów, kto ma większą moc.

  Książka jest krótka, napisana prosto i z pomysłem. Pokazuje rozwój duszy, która poprzez bodźce zewnętrze otaczającego świata, zmienia się nie do poznania i akceptuje istotę, którą się stała, choć wcześniej jej nienawidziła. Rachel przeradza się w Risikę, nie tylko z racji stania się wampirem, ale również za sprawą całkowitego odrzucenia ludzkich emocji oraz słabości. Dzięki temu staje się potężna oraz budzi strach w swym gatunku.

  Być może nie jest to oryginalna historia, bo wampirów nam nie brak, jednak jest w niej coś, co mnie urzeka. Zapewne jest to spowodowane brakiem miłości pomiędzy istotami paranormalnymi a ludźmi, a dominacja jednych nad drugimi. Wracam do niej od czasu do czasu, ponieważ lubię czytać zdania, które się w niej znajdują. Mają swój styl, który w prostych słowach, przekazuje bardzo dużo emocji i doznań, traktując je prawdziwie, bez uczucia fałszu i nierealności. Cała atmosfera książki nie pozwala wedrzeć się sztuczności czy choćby odczuć, że dane wydarzenia są tylko fikcją.

  Z czystym sercem mogę napisać, że mogłaby spodobać się osobom w niemal każdym wieku. To, że jest klasyfikowana raczej dla młodzieży, nie wpływa na negatywny odbiór jej przez dorosłych. Czytałam ją wielokrotnie, niemal każdego roku, więc mogę otwarcie powiedzieć, że jest napisana dla każdego. Pomimo prostego języka i akcji nie posiadającej dziesiątek wątków, książka posiada swój urok.

FRAGMENTY
·         s.7 William Blake "Tygrys"
Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

Jakaż to otchłań nieb odległa
Ogień w źrenicach twych zażegła?
Czyje to skrzydła, czyje dłonie
Wznieciły to, co w tobie płonie?

Skąd prężna krew, co życie wwierca
W skręcony supeł twego serca?
Czemu w nim straszne tętno bije?
Czyje w tym moce? kunszty czyje?

Jakim to młotem kuł zajadle
Twój mózg, na jakim kładł kowadle
Z jakich palenisk go wyjmował
Cęgami wszechpotężny kowal?

Gdy rój gwiazd ciskał swe włócznie
Na ziemię, łzami wilżąc jutrznię,
Czy się swym dziełem Ten nie strwożył,
Kto jagnię, lecz i ciebie stworzył

Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
W jakim to nieśmiertelnym oku
Śmiał wszcząć się sen, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

·         s.84 "Miłość w swej sile może się równać jedynie z uczuciem nienawiści, tyle że nienawiść nie przynosi cierpienia. Miłość, zaufanie, przyjaźń i wszystkie inne emocje, które tak bardzo cenię, sprawiają ból. Tylko miłość może złamać serce."


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:

    
  

niedziela, 4 października 2015

#3 Buszując w eterze

  Witajcie dziś, w ten dosyć chłodny wieczór. Przychodzę do Was z garstką kilku ciekawych 'czegoś', czego nie da się dopasować do jednej kategorii. Bo czasem znajdują się tu tylko zdjęcia, czasem tylko linki, ale czasem wrzucam też i filmiki, które ujęły mnie, rozśmieszyły bądź po prostu cieszą moje oczy. 

1. Na początek kilka zdjęć, które uświadamiają mi czasem, że inteligencja ludzka nigdy do końca nie zostanie zbadana. Czyli 26 błędów projektantów, które przyprawiają mnie o śmiech.

2. Coś dla starszych, nie tak starych. Czy rozpoznasz kultowe programy telewizyjne PRL-u po kadrze?

3. Garść kolejnych informacji o Hogwarcie, czyli czego to internauci już nie wymyślą. Nie tylko Hogwart - J.K. Rowling o innej szkole dla czarodziejów

4. Oraz coś, co mnie zaciekawiło ogromnie. 11 powieści, które przeraziły Stephena Kinga. Swoją drogą, czyż to nie dziwne, że ludzie tworzący grozę i z grozy żyjący, czegoś mogą się bać na tej planecie?

5. I na koniec coś, co również mnie rozbawiło. Czy w zwykłym życiu nie ma dużej woli przypadku?