GRY

czwartek, 28 maja 2015

Dotyk Martwych

tytuł:                           Dotyk Martwych
autor:                          Charlaine Harris
przeczytana:               15 maja 2015
tytuł oryginału:            "A Touch of Dead"
data wydania: pierw.:  2009
                      polsk.:  2011
wydawnictwo:            MAG, Nowa Proza
tłumaczenie:               Małgorzata Strzelec, Wojciech Szypuła
liczba stron:                193
ISBN:                        978-83-7534-053-2
kategoria:                   romans paranormalny, lit. młodzieżowa
moja ocena:                7/10
seria:                          Sookie Stackhouse

ZAWARTOŚĆ ZBIORU
"Wróżkowy pył"
"Noc Draculi"
"Krótka odpowiedź"
"Fart"
"Prezent"


OPIS
  Charlaine Harris na nowo definiuje i ożywia świat istot nadnaturalnych - w cyklu bestsellerowych powieści o wampirach z Południa, których główną bohaterką jest kelnerka-telepatka Sookie Stackhouse. A oto wszystkie opowiadania o Sookie, pierwszy raz zebrane w jednym tomie.

  We "Wróżkowym pyle" telepatyczny talent Sookie przydaje się do odkrycia tajemnicy morderstwa jednej z wróżek-trojaczków.
  "Noc Draculi" ma być wprawdzie upamiętnieniem narodzin Księcia Ciemności, ale to Sookie dostaje z tej okazji smakowicie wyglądający prezent.
  Wiadomość o śmierci kuzynki jest dla Sookie wstrząsająca, a wieść o tym, że kuzynka była wampirzycą i zginęła przebita kołkiem, dosłownie odbiera jej mowę - w "Krótkiej odpowiedzi".
  Kiedy Sookie sprzymierza się z zaprzyjaźnioną wiedźmą, Amelią, żeby odkryć, komu zalazł za skórę najlepszy agent ubezpieczeniowy w Bon Temps, obie mają "Fart".
  W "Prezencie" Sookie zmaga się w samotności ze świąteczną chandrą - ale tylko do momentu niespodziewanego spotkania z kimś, kto ma o wiele większe problemy niż samotność.

  Sookie - obdarzona urokiem mieszkanki amerykańskiego Południa i zmagająca się z tysiącem głosów w głowie - szybko staje się ulubienicą wszystkich gości baru i katalizatorem nadprzyrodzonych wydarzeń w świecie, który jest dziwny i niesamowity, a zarazem prawdopodobny.

MOJA OPINIA
  Charlaine Harris, którą wielu uznaje za bestsellerową pisarkę, nie skradła mojego serca. Nie rozbudziła mojej wyobraźni, a jedynie ciekawość, ponieważ sam plan jej powieści był dobry; padło wykonanie. Co mogę powiedzieć o niej więcej? Właściwie tylko tyle, że niezmiernie dziwi mnie fakt popularności jej książek oraz serialu na ich podstawie nakręconego.

    Do najgłośniejszych jej publikacji należy właśnie cykl The Southern Vampire Mysteries opowiadający o Sookie Stackhouse - kelnerce-telepatce z Luizjany, na podstawie którego HBO nakręciło serial Czysta Krew (True Blood).

  Dotyk Martwych  to książka zawierająca opowiadania ze świata Sookie, umiejscowione pomiędzy wcześniejszymi tomami. Wydana w Polsce po raz pierwszy w 2011 roku. Cała seria zawiera w sobie 13 książek, z których 12 przetłumaczonych zostało na język polski oraz ostatni tom 13 After Dead: What Came Next in the World of Sookie Stackhouse (październik 2013), który w Polsce nie ujrzał światła dziennego.

  Oczywiście, jak wielu autorów, również i Charlaine Harris posiada profil na fb:
https://www.facebook.com/CharlaineHarris?fref=ts

  Cyklu Sookie Stackhouse opisałam już:
tom 10. "Martwy w rodzinie"
tom 11. "Martwy Wróg"

  Nie będę przybliżała fabuły. Wszystko, co mogłabym Wam opisać, zrobił za mnie wydawca, dlatego też warto przeczytać OPIS książki. I powiem szczerze, że bardzo dziwi mnie fakt, ocenienia tej książki na 7. Tak, wiem że to moja subiektywna ocena i właśnie dlatego nie powinno mnie to dziwić. Biorąc jednak pod uwagę wszystkie poprzednie tomy, ten jest inny. Widać to po pierwszych 3 zdaniach. Dlaczego? To proste. Ma innych tłumaczy.

  Już wcześniej zastanawiałam się jak to możliwe, że ludzie w Ameryce mogą tak uwielbiać jej książki. Na początku sądziłam, że to może ze mną jest coś nie tak. Później zwróciłam uwagę na tłumacza, który swą bardzo odpowiedzialną rolę przetłumaczenia książki, jako całości tekstu i fabuły, zniżył do przetłumaczenia tylko słów. Rozchodzi mi się tu o to, że Pani Ewa Wojtczak, będąca tłumaczką wcześniej przeczytanych przeze mnie tomów, jest tak kiepska, że zniechęciła wielu ludzi do tych książek, za sprawą swojej nieudolności. Jej słowa, które wydawnictwo wydało są nijakie, niepozwalające się wczuć zarówno w akcję jak i w emocje.

  Tłumacze, którzy zabrali się za "Dotyk Martwych", wykonali świetną robotę. Jest sens słów. 'Och' zminimalizowane do granic możliwości. Są uczucia i w końcu rozsądek. Nawet Sookie wydaje się inteligentniejsza i ambitniejsza. To są kolosalne różnice. I stwierdzam to z bólem, ale 200-stronicowa książka była lepsza od wszystkich innych razem wziętych. W końcu czytałam z przyjemnością i zaciekawieniem, choć opowiadanka były krótkie i właściwie bez morału. Były po prostu dobre, wystarczająco wciągające abym miała o nich pochlebną opinię.

  I tak:
  Kiedy pierwszy raz poproszono mnie, żebym napisała opowiadanie o mojej bohaterce Sookie Stackhouse, nie byłam pewna, czy dam radę. Życie i historia Sookie są tak skomplikowane, że nie wiedziałam, czy zdołam stworzyć spójny krótki tekst, który naprawdę by ją oddał.
  Nadal nie jestem pewna, czy mi się udało, ale dobrze się bawiłam, próbując tego dokonać. Niektóre próby były bardziej udane od innych. Trudno było wpasować opowiadania do całokształtu historii Sookie, nie zostawiając widocznych szwów. Czasem mi się udawało, czasem nie. W tym wydaniu spróbowałam wyszlifować historię, którą najzabawniej mi się pisało, ale która nie chciała wpasować się w swoją chronologiczną niszę niezależnie od tego, jak bardzo próbowałam ją tam upchnąć ("Noc Draculi").
  Opowieści te układają się w życiu Sookie w następującej kolejności: "Wróżkowy pył", "Noc Draculi", "Krótka odpowiedź", "Fart" i "Prezent".
  "Wróżkowy pył" opowiada o wróżkach trojaczkach - Claudzie, Claudine i Dlaudette. Po tym, jak Claudette zostaje zamordowana, Claude i Claudine proszą Sookie o pomoc we wskazaniu winowajcy. Claude sporo zyskuje przy okazji tej historii, której akcja rozgrywa się po wydarzeniach przedstawionych w "Martwym dla świata".
  W "Nocy Draculi" Eric zaprasza  Sookie do "Fangtasii" na obchody urodzin Draculi, coroczne wydarzenie, które sprawia, że Eric niemalże wariuje z podniecenia, ponieważ Dracula jest dla niego wielkim bohaterem. Niestety "Dracula", który pojawia się na przyjęciu, niekoniecznie musi okazać się prawdziwy. Eric świętuje "Noc Draculi" przed akcją powieści "Martwy jak zimny trup".
  Po wydarzeniach powieści  "Martwy jak zimny trup", w opowiadaniu "Krótka odpowiedź" do Sookie dociera wieść o śmierci jej kuzynki Hadley. Sookie zostaje poinformowana o zgonie Hadley przez pana Cataliadesa, prawnika i półdemona, który ma dość obmierzłego kierowcę i nieoczekiwanego pasażera w swojej limuzynie.
  "Fart" to beztroska opowieść osadzona w Bon Temps w czasach po powieści "Wszyscy martwi razem". Wiedźma Amelia Broadway i Sookie postanawiają wyjaśnić, kto uwziął się na agentów ubezpieczeniowych w miasteczku.
  W Wigilię Bożego Narodzenia Sookie przyjmuje nieoczekiwanego gościa w "Prezencie". Jest samotna i trochę się nad sobą użala, kiedy ranny wilkołak obdarowuje ją niezwykle przyjemnym podarkiem. Cieszę się, że przytrafiają jej się takie ciekawe święta, zanim nadejdą ponure wydarzenia przedstawione w "Martwym i nieobecnym".
  Charlaine Harris

  Najbardziej podobało mi się opowiadanie "Prezent". I choć inne były również ciekawe, to najbardziej przykuło moją uwagę. Mogę z czystym sercem powiedzieć, że jest to książka godna polecenia, nawet bez znajomości innych powieści. Jest przyjemna i umila czas. Opowiadania są króciutkie i zabawne. Jest ona miłą niespodzianką po wcześniejszych tomach.


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:

    

czwartek, 14 maja 2015

Planeta Harpii

tytuł:                           Planeta Harpii
autor:                          Albert Walentinow
przeczytana:               11 maja 2015
tytuł oryginału:            "Płanieta Garpij"
data wydania: pierw.:
                      polsk.:  1989
wydawnictwo:            "Współpraca"
tłumaczenie:               Krzysztof Feret
liczba stron:               431
ISBN:                        83-7018-105-8
kategoria:                   science fiction
moja ocena:                8/10
seria:                          -








MOJA OPINIA
  "Planeta Harpii" to jedyna książka jaką napisał Albert Walentinow. Tak przynajmniej twierdzi współegzystujący ze mną google w świecie (Internecie). Stworzył on dzieło science fiction, które dało mi wiele do myślenia swoją dalekowzrocznością oraz niezaprzeczalną logiką. Przekonało, że oddanie oraz poświęcenie, odwaga i pomysłowość są niezwykle ważną cechą społeczności ludzkiej - myślącej. Dało wizję nieskończoności wszechświata oraz wielu skrajnie różnych i nieprzeciętnych istnień. Pozwoliło mi wierzyć, że inteligencja winna równać się nieagresji i empatii. Walentinow stworzył cywilizatorów.

  Na Takrii cywilizacja dopiero się rodziła. Marzenie Ziemian - odkrycie planety z istotami rozumnymi, stojącymi na takim samym albo wyższym szczeblu rozwoju - na razie pozostawało marzeniem. Wprost przeciwnie, sąsiednie cywilizacje były gotowe w każdej chwili zniknąć. I wtedy do Najwyższej Rady Ziemi przyszli pierwsi ochotnicy. Tak zrodziły się oddziały cywilizatorów. Najodważniejszych swych synów i córki Ziemia posyłała w kosmos na pomoc kosmicznym braciom. Zadanie okazało się wcale nie takie proste. Chodziło nie o to, żeby mieszkańcom innych planet oddać do dyspozycji ziemską technikę czy też unieszkodliwić ich licznych wrogów. Trzeba było bezbłędnie odgadnąć drogę, którą powinno kroczyć społeczeństwo i skierować je na tę drogę bez użycia przemocy, przy minimalnej ingerencji, w żadnym wypadku nie przenosząc mechanicznie ziemskich wzorców w obce warunki.

  Rzecz dzieje się na Takrii - planecie, której rdzennymi mieszkańcami są aborygeni, z wyglądu niczym nie różniący się od ludzi, jednak poziomem rozwoju myślowego będący na etapie ognia i jaskiń. Akcja głównie kręci się wokół Irki - pani biolog przybyłej na Takrię w celu zbadania pijawek - istot różniących się całkowicie od jakichkolwiek wcześniej spotkanych zwierząt. Zwiedza ona również planetę, poznając różne plemiona i otrzymując na 'wychowanie' małą dziewczynkę - Bubę. Ma za zadanie opiekować się nią oraz uczyć języka, pokazywać różne przedmioty i zabierać na wypady. Wielką zagadką tej planety jest bardzo niski poziom intelektualny mieszkańców przy bardzo rozwiniętym wyglądzie zewnętrznym oraz obecność harpii - niezwykle agresywnych, obdarzonych jednak niezwykłą inteligencją.

  W miarę upływu czasu wokół pijawek powstaje coraz więcej pytań. Jak się odżywiają, skąd taka nazwa, skoro nawet wyglądem pijawek nie przypominają, jak się rozmnażają, jak powstały, dlaczego nie atakują ludzi, za to plują elektronowymi 'kulami' w rdzennych mieszkańców...? Irka odczuwa wiele skrajnych emocji, ponieważ nie tego się spodziewała. W duchu sądziła, że w ciągu jednej wizyty uda jej się odgadnąć wszystkie tajemnice planety i wróci na Ziemię jako wielki badacz. W miarę upływu czasu zaczęła odkrywać piękno planety i fałszywe wyobrażenia o niej znikły. Zaczęła doceniać pracę i wysiłek związany z pięknem narodzin kolejnej inteligentnej cywilizacji.

  -Stój, stój! Zapomnieliśmy przecież o niespodziance!
  To była rzeczywiście niespodzianka: na malutkim poletku z południowej strony urwiska rosły ziemniaki.
  - To robi się tak - objaśniał Busłajew. - Wyrywa się nać i w tym miejscu szpera się w ziemi, tylko koniecznie gołymi rękami. I nie bój się pobrudzić, bo inaczej przepadnie cała przyjemność.
  Kto jeszcze pamięta na dalekiej Ziemi, jak niechętnie rozstępuje się pod palcami wilgotna, twarda ziemia, jak odurza tajemniczym, pierwotnym zapachem, kiedy, spiesząc się, rozgrzebujesz ją, żeby wydostać zimne, twarde bulwy? Kto jeszcze pamięta gorzkawy dym leśnego ogniska, kiedy przerzucasz z ręki go ręki gorący ziemniak, płacząc i śmiejąc się zdzierasz z niego łupinę? Być może, są jeszcze tacy, którzy zrozumieliby ten zachwyt, ale i to chyba nie: już od dawna maszyny zastąpiły człowieka w rolnictwie.
  A jaka to rozkosz - maczać bulwę w soli i ostrożnie odgryzać malutkie kęsy, starając się nie oparzyć ust, i wybrudzić się do niemożliwości popiołem i myć się potem w lodowatym strumieniu..."

  Przepadłam. Od pierwszych stron. Już dawno żadna książka nie rozbudziła tak mojej wyobraźni, przenosząc mnie w nowy świat, w nową cywilizację. Opisy niebezpieczeństw, które czyhają na cywilizatorów, gdy tylko opuszczą swą Bazę oraz zaangażowanie w poprawę rozwoju społeczeństwa, były tak prawdziwe, że mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Pragnęłam tam być. Pragnęłam tego nieznanego oraz podróży astrolotem. Pragnęłam spać w namiocie przy ognisku i obcować z aborygenami. Pragnęłam tego, bo zazdrościłam bohaterom książki.

  Nie potrafię wyjaśnić co mnie tak porwało. Dlaczego tak zachłannie pochłaniałam każdą stronę, wczepiając się wyobraźnią w każde napisane słowo. Nie wiem czemu nie potrafiłam przestać, gdy nadchodziła 00:00 i musiałam iść spać. Książka obezwładniła moją psychikę i zawładnęła ją. Karmiła mnie emocjami, przygodami i pięknymi krajobrazami, a zaraz po tym serwowała niebezpieczeństwo.

  Tak, sądzę, że warto jest ją przeczytać. Choć ma ponad 400 stron, jest niewielkich rozmiarów. Słowa płyną szybko w głowie, więc i książka szybko umyka. Swoją oryginalnością nie nudzi, a rozbudza ciekawość i pragnienie na więcej. Odkrywanie nowej, rozumnej cywilizacji oraz patrzenie jak się rozwija - tych uczuć nie dostarczy żadna książka YA. Polowania i noce pod gwizdami - to codzienność, a nutka grozy ze strony natury i zwierząt pomaga w trzeźwym myśleniu i rozwoju inteligencji. Książka z niezaprzeczalną logiką i ciężarem spoczywającym na cywilizatorach - nadziei dla rozwijających się społeczności. Książka dla każdego.

FRAGMENTY
·   s.32,33 "Wiadomo, tylko głupiec może mieć nadzieję, że w życiu zawsze będzie tak jak w marzeniach. Wyobraźnia zawsze zniekształca perspektywę, rzeczywistość nieuchronnie wnosi poprawki, czasami bardzo bolesne."

·         s.169 "...w cierpieniach rodzi się człowiek."

·     s.186 "Przecież nawet na humanitarnej Ziemi postęp techniczny zawsze wyprzedzał świadomość społeczną."

  
Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:
    

wtorek, 5 maja 2015

Żelazny Anioł

tytuł:                           Żelazny Anioł
autor:                          Alan Campbell
przeczytana:               3 maja 2015
tytuł oryginału:           "Scar Night"
data wydania: pierw.:  2006
                      polsk.:  2009
wydawnictwo:            MAG
tłumaczenie:              Anna Reszka
liczba stron:               352
ISBN:                        978-83-7480-120-1
kategoria:                  fantastyka
moja ocena:               7/10
seria:                         Kodeks Deepgate tom 2/3


OPIS
  Łańcuchowe miasto Deepgate legło w gruzach, na Martwych Piaskach jest mnóstwo uciekinierów. Spine, świątynni zabójcy, nie mogą się pogodzić z utratą swojego kościoła i próbują siłą powstrzymać exodus mieszkańców miasta.
  Rachel i młody anioł Dill zostają zawleczeni do świątynnych izb tortur... ale kiedy z otchłani pod miastem wstaje czerwona mgła, zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Po śmierci boga Ulcisa brama do Piekła pozostaje niestrzeżona i potężne siły, które rządzą w niezmierzonych ciemnościach pod Deepgate, dostrzegają swoją szansę.
  Tylko synowie bogini Ayen rozumieją nowe niebezpieczeństwo. Cospinol, bóg morza i mgły, przybywa, żeby uratować świątynię swojego brata i dopaść morderców. Jego koszmarny statek spowity mgłą, inna wersja piekła, już dotarł do Sandport.



MOJA OPINIA
  Alan Campbell jest szkockim pisarzem, który zadebiutował "Nocą blizn" - tomem pierwszym Kodeksu Deepgate. Zanim postanowił skierować się na drogę pisarstwa, tworzył gry w tym znane GTA :).
 
  "Żelazny Anioł" jest tomem drugim wyżej wymienionej trylogii, stanowiący bardzo dobre dzieło fantasy. Odnaleźć w nim można elementy wyobraźni autora przekształcone w opisy bitew, intryg, ripost, zwrotów akcji oraz magii. Świat w którym najważniejszą rolę odgrywa śmierć cielesna oraz nieśmiertelne dusze, gdzie dane terytorium przypada jednemu z synów Ayen, kolekcjonerowi dusz. Walka o nie i chęć dominacji, zawziętość i podstępność - przymioty każdego boga. I choć wydawać by się mogło, że układ: żyj póki żyjesz, a później dusza dla boga - to układ właściwy. Nic bardziej mylnego. Dusze nigdy nie są sobie równe. Są gniewne i słabe, ale też potężne i pragnące zemsty.

  Książkę rozpoczynają Fragmenty Kodeksu odnalezione we wraku statku, częściowo nieczytelne, dają tylko szczątkową wiedzę na temat katastrofy tam rozegranej. Jak wielu ludzi poległo w walce z arkonitą - mechanicznym stworzeniem z Piekła. Po śmierci Ulcisa - gdy jedna z bram Piekieł zostaje niestrzeżona, do świata żywych przedostają się dusze i stworzenia piekielne. Bracia Ulcisa - bogowie, zwołują naradę jak przywrócić początkowy ład, nie pozwalając aby Piekielny Labirynt rozrósł się również i w tym świecie.

  Jest jeszcze Rachel i Dill - anioł. Była adeptka Spine próbuje go uchronić przed kościołem i ludźmi ślepo wierzącymi w Ulcisa. Jako dezerterka posiada umiejętności walki oraz koncentracji, które przez pewien czas pozwalają jej się ukrywać. Anioł będący w szoku po zmartwychwstaniu jest raczej kulą u nogi, jest jednak na tyle ważny, aby musiał pozostać wolny.

  Gdybym przybliżyła Wam więcej wydarzeń z książki, opowiedziałabym za wiele, więc na tym poprzestanę. I choć wiem, że częściowo powieliłam opis z tyłu książki, mam nadzieję, że moje słowa oddały właściwy klimat grozy i niepewności książki. Dodam jeszcze tyle, że jest ona napisana językiem trudnym. Czytając ją ma się wrażenie oporu słów, tak jakby sama książka nie chciała aby się ją poznało. To dziwne uczucie. Chce się czytać, ale czasem jest się zmęczonym doborem trudnych wyrazów. Dlatego aby przez nią przebrnąć potrzebowałam czasu.

  Książka nie posiada uczuć. Jest ona biernym opisem wszystkich zdarzeń, bez zbędnego rozdrabniania się kiedy ktoś jest szczęśliwy czy rozgniewany, ponieważ przy dobrym wczytaniu się, wiadomo co kogo ucieszy bądź zasmuci. Trzeba być przebiegłym na każdej stronie, aby nie opuścić żadnej informacji mogącej nam uświadomić, kto po której stronie stoi. Czasem spotkać można wyjątkowo długie opisy, które oczywiście uplastyczniają i pomagają wyobrazić sobie daną sytuację, utrudniają jednak koncentrację.

  To, co przemawia do jaźni czytelnika to zawiłość fabuły oraz brak paradoksów i niedomówień. W książce tej wszystko co podano, jest potrzebne i wartościowe i przede wszystkim nie jest powtarzane w kółko, nudząc. Cały wykreowany świat jest trudny do ogarnięcia i zapamiętania, ponieważ znajduje się w nim wiele czynników, które choć współpracują i żyją na jednej planecie, to mają zupełnie odmienne cechy. Bogowie i dusze. Każdy bóg jest symbolem czegoś innego i ma własną armię, wykształconą wg własnych upodobań. Spine i Hashette to wojownicy, jednak różnią się niemal wszystkim. Aby wszystko wyjaśnić czytelnikowi i nie zniecierpliwić go, potrzeba sprytu i autor sprytnie to wykorzystał.

  Reasumując. Książka jest trudna, jednak wartościowa. Ambitna. Wymagająca skupienia. Wymogi jednak te rekompensuje zawiłą treścią, pełną zasadzek i walk. Pełną magii i nieoczekiwanego. Pełną niezwykłości. Las Trucizn - to coś o czym warto przeczytać.


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach: