GRY

piątek, 11 grudnia 2015

Wymiana. Książki na...? No właśnie.

  Witajcie :)

  Jako że będę wkrótce w Polsce, przez całe 3 tygodnie, chciałabym ubić tam jak największy interes. Nie wiem kiedy znów nadarzy się okazja, aby ten kraj odwiedzić. Może dopiero za dwa lata...?

  To nie jest jednak temat tego postu. Otóż, chciałabym pozbyć się kilku książek, aby zrobić miejsce nowym. Ci, którzy mieszkają w bloku, zrozumieją mnie, w mieszkaniu zawsze jest mało miejsca na wszystko. Nie chcę jednak tych książek sprzedawać, a wymienić. I tu pojawia się kolejna dziwna rzecz. Chcę je wymienić nie na inne książki, a za karteczki kolekcjonerskie do segregatora bądź Pokemon tazo.

  Karteczki kolekcjonuję odkąd pamiętam. Są ogromną częścią mojego szczęśliwego dzieciństwa i nie pozwalam im odejść, pomimo tego, że dzieckiem już nie jestem. Posiadam już ich kilka. O TU można je zobaczyć. Poświęciłam im osobny blog. Poszukuję tych najstarszych, więc jeśli ktoś ma je upchnięte głęboko na strychu, zapomniane, ja chętnie przygarnę i podaruję również coś w zamian.

  Pokemon tazo. No cóż... ostatnio włączyła mi się nowa faza. Na nie właśnie. Kiedyś posiadałam wielką kolekcję tych krążków. Były tematem wielu przerw lekcyjnych i sporów o wymianę. Pragnę znów rozpocząć ich kolekcjonowanie, bo wiem, że gdzieś tam, u kogoś są.

  Książki pochodzą z mojej prywatnej kolekcji, niektóre z nich są oznaczone pieczątką z moim imieniem i nazwiskiem. Mam nadzieję jednak, że nie będzie to problemem, ponieważ nie przeszkadza to w czytaniu. Stempel wygląda o tak:


  Mój e-mail: esperanza4126@gmail.com
  Bądź drugi e-mail: kinga.kaminska.1994@poczta.pl
  Jak kto woli :) Będę przeszczęśliwa jeśli komuś będzie odpowiadała taka wymiana :D Jeśli mogłabym Was prosić, to udostępnijcie proszę ten post, niech się rozejdzie. Będzie prześwietnie i superaśnie :) Gdy dotrę do Polski będzie więcej książek do dyspozycji, ponieważ wiele tam zostało.

Stephen King - "Desperacja". Rok wydania: 2013. Wydanie kieszonkowe. Wydawnictwo: Albatros

Pierdomenico Baccalario - "CYBORIA. Przebudzenie Galena". Rok wydania: 2011. Wydawnictwo: Firma Księgarska Olesiejuk

Jeaniene Frost - "W pół drogi do grobu". Rok wydania: 2011. Wydawnictwo: MAG

Elizabeth Rudnick - "Czarownica. Prawdziwa historia Diaboliny". Rok wydania: 2014. Wydawnictwo: Dream Books


Diana Palmer, Debbie Macomber, Judith Duncan - "Dla Ciebie, Mamo". Rok wydania: 1994. Wydawnictwo: Harlequin

środa, 9 grudnia 2015

30-Days Book Challenge, dzień 6, 7, 8, 9, 10


A book  that makes you sad.
Książka, która czyni cię smutnym.

  To "Medaliony" Zofii Nałkowskiej. Nie będę ukrywać, że to właśnie ona przyniosła mi wiele frasunków. Smutek, zadumanie, uświadomienie sobie, że wszystko to, co opisuje, to nie tylko historia, którą uczy się na lekcji w szkole, ale że ta właśnie historia to tysiące ludzkich żyć bez skrupułów wykorzystanych do pięcia się ku władzy; to tysiące ludzkich imion zapomnianych w ferworze walki o przetrwanie. Wszystko to, co autorka zawarła w tej króciutkiej książeczce, to brutalne opowieści świadków, bądź tych, którzy mieli niewyobrażalne szczęście, będące teraz ich ciężarem wspomnień.






A book that makes you laugh.
Książka, która cię śmieszy.

  Są dwa rodzaje książek, które mogę dopasować to tej kategorii. Książki, które są zabawne, posiadają błyskotliwą treść i słuszne spostrzeżenia. I książki, które są tak żałosne, że aż śmieszne. 

   Do tej pierwszej kategorii, czyli tych wartościowych i bogatych w humor opowieści mogę zaliczyć "Ominąć Święta" autorstwa Johna Grishama. To naprawdę przezabawna opowieść o parze starszych ludzi, którzy obchodząc Święta Bożego Narodzenia bez córki, pragną spędzić je w ciepłych krajach, przeskakując etap porządków świątecznych, prezentów, kartek z życzeniami i cudownego nastroju świątecznego. Możecie ją znać z filmu "Święta Last Minute", w której świetnie zagrali Tim Allen oraz Jamie Lee Curtis w rolach głównych. 

  Do tej drugiej kategorii książek, które mnie śmieszą swoją treścią, mogę zaliczyć wiele pozycji. Są one po prostu tak absurdalne i nielogiczne, jak tylko można sobie wyobrazić. 
  Pierwsze miejsce zajmuje seria Upadli autorstwa Thomasa E. Sniegoskiego. Większej głupoty chyba w życiu nie czytałam. Takiego rozczarowania z powodu marnej, całkowicie przewidywalnej akcji i płytkich bohaterów, to tylko ze świecą szukać. Nie wiem jak ktoś mógł to wydać, ale naprawdę podziwiam zapał osoby piszącej. Ja pogubiłabym się w tej treści i miała dość po kilku rozdziałach.
  Drugie miejsce w kategorii książek żałosnych, że aż strach, to "Śmierć Anioła" Johna Sacka. Pisałam, że większej głupoty niż Upadli nie czytałam, pomyliłam się jednak. Sądzę, że to powinien być numer jeden. Na szczęście jest to książka jednotomowa i nie musiałam męczyć się z nią więcej. A teraz zdradzę Wam treść tej książki, ponieważ chcę Was uchronić od jej czytania. Opowiada ona o mężczyźnie, który posiadał umiejętność przekształcenia swojego ciała w wilka. Ale ta umiejętność raz była, a raz nie. Poznajemy go od chłopca, którego ojciec bije matkę, ponieważ ta nie chce się z nim kochać, w obawie przez urodzeniem dziecka z taką samą zdolnością. Czasy książki to rok około 1400, więc ludzie obawiali się takich rzeczy, jak metamorfoza. Wracając jednak do owego chłopca, to ma on na sumieniu wiele niegodziwości. Obmacywanie matki, wykorzystywanie każdej służącej, jaka się napatoczy, do przyjemności. Zrobienie dziecka oraz wyswobodzenie ze służby jednej z nich, porzucenie jej, próba odbioru dokumentu upoważniającego do wolności, wyrzucenie z domu... W międzyczasie poznaje kolejną kobietę, która później okazuje się jego siostrą, zgwałcenie jej, zamordowanie. Po drodze natknąć można się na dziadka głównego bohatera, który też zamienia się w wilka. Wrogość z biskupem (jakimśtam...). 
  Dosłownie absurd za absurdem. Tak chorej, ubogiej i beznadziejnej książki, która przyprawiła mnie niejednokrotnie o ból głowy, w życiu nie spotkałam. Nie życzę jej nikomu. 



Most overrated book.
Najbardziej przeceniana książka.

  Nie ma co tu dużo pisać. Seria Zmierzch nadaje się tu idealnie.



A book you thought you wouldn't like, but ended up loving.
Książka, o której myślałeś, że Ci się nie spodoba, ale ją pokochałeś.


 
"Książę Cierni" Marka Lawrence'a. Nie wiedziałam czego się po niej spodziewać, gdy pożyczyłam ją od znajomego. Mówił, że jest dobra, ale jakoś nie dawałam mu wiary. Ani opis, ani okładka specjalnie do mnie nie przemówiły. Gdy jednak zaczęłam czytać, moje usta ułożyły się zgrabnie w wielką literę O. Język, klimat książki są wprost niepowtarzalne. Atmosfera i tak strasznie precyzyjne opisy i porównania, trafiły natychmiast w wąską szczelinę w mojej skorupie odporności na słowa książki. Siedziałam tylko i czytałam. Moje biedne kości błagały o odrobinę pielęgnacji, a ja siedziałam dalej. Jednak najlepsze jest to, że Mark utrzymał się na takim samym poziome w tomie drugim. To chyba najtrudniejsze dla autora, gdy postawi sobie naprawdę wysoko poprzeczkę tomem pierwszym.



A book that reminds you of home.
Książka, która przypomina Ci o domu.


  "Cmętarz Zwieżąt" Stephena Kinga. Wiecie jak dziwnie pisze się tytuł tej książki? Mózg mówi mi zdecydowanie coś innego, niż to co muszę napisać... Ale wracając do książki, sama się trochę dziwie czemu akurat ta pozycja, a nie jakaś miła historia o rodzinie, szczęśliwej rodzinie. Pewnie dlatego, że podobnie jak w książce, mój dom znajdował się blisko cmentarza. Właściwie za nim. Miałam całkiem spory kawałek pola do przejścia, ścieżkę i voila, jestem na miejscu. Nie ma tam co prawda pochowanych zwierząt (o ile się dobrze orientuję w temacie), jednak niemal codziennie mijałam to miejsce śpiesząc na autobus lub do domu. 





  Jeśli dotarliście aż na koniec postu, czytając całość, to jest z Was dumna. :) Z tym wyzwaniem jestem daleko za murzynami, można rzec. Dlatego powstał mały tasiemiec dziś. A jakie są Wasze wybory?

niedziela, 6 grudnia 2015

#4 Buszując w eterze

  Witam Was w dzisiejszy niedzielny wieczór. Jak Wam mija? Co czytacie ciekawego? A może coś oglądacie? Jeśli nie, to chciałabym Wam pokazać kilka filmików i nie nowości, odnalezionych w Internecie. Oto one:


  1. Na pierwszym miejscu plasuje się zestawienie 7 polskich powieści fantastycznych tylko dla dorosłych. Sam tytuł sprawił, że tę stronę odwiedziłam. :)

  2. Miejsce drugie dziś zajmuje mężczyzna, który włada 9 językami. Ja ma problem z 3. Nie wyobrażam sobie, jaki problem ma on... Ale na pewno wielki szacunek mu się należy. Jego zdolności i zaparcie jest godne uwagi.

  3. A teraz coś, o czym czasem myślę, że nic mnie już nie zdziwi. A jednak... czyli papierowa Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie

  4. I coś zupełnie z książkami niezwiązanego lecz pomysłowego. Chciałabym mieć tyle samozaparcia w sobie, aby móc wykonać choć kilka z tych rzeczy. Czyli 20 kreatywnych pomysłów na wykorzystanie plastykowych przedmiotów

  5. Ostatnią przedstawianą przeze mnie pozycją będzie filmik o bardzo interesującym zawodzie. Ten człowiek wie jak pięknie można uformować ciepłe szkło


sobota, 21 listopada 2015

Kiedy piorun uderza

tytuł:                           Kiedy piorun uderza
autor:                          Jenny Carroll (Meg Cabot)
przeczytana:               27 września 2015
tytuł oryginału:            "When Lightning Strikes"
data wydania: pierw.:  2001
                      polsk.:  2002
wydawnictwo:            Amber
tłumaczenie:               Aleksandra Januszewska
liczba stron:                208
ISBN:                        83-241-0249-3
kategoria:                   literatura młodzieżowa, fantastyka
moja ocena:                9/10
seria:                         1-800-Jeśli-Widziałeś-Zadzwoń tom 1









OPIS
  Tylko dlatego, że jej przyjaciółce zachciało się spaceru, Jessica zgadza się wracać ze szkoły na piechotę. I proszę bardzo: ląduje w samym środku okropnej burzy. I w samym środku okropnych kłopotów. Co prawda, kłopoty jakoś lubią Jess. Ale nie takie! Bo tym razem gdzieś w drodze do domu Jessica zdobywa nowy talent. Zdumiewający dar, którego można używać dobrze... albo źle. A wtedy trzeba wiać! Przed wścibskimi dziennikarzami... i FBI.


MOJA OPINIA
  To nie moja pierwsza książka autorki Meg Cabot, więc nie będę się rozwodzić nad przedstawianiem jej. Nie ulega jednak wątpliwości fakt, że kobieta umie pisać i bardzo dobrze wpasowuje się w gatunek dla młodzieży. Tak przynajmniej mi się wydaje. Twierdzę również, że aby napisać książkę z punktu widzenia nastolatki, dla nastolatków o nastolatkach, będąc dorosłym, trzeba mieć niemałe doświadczenie z nimi związane oraz oczywiście odrobinę wywiadu. Wiadomo przecież, że wszystko się zmienia i nie dla każdego czasy młodzieńcze są jednakie.

  "Chcecie oświadczenia? Dobra, oto moje oświadczenie.
  To wszystko przez Ruth.
  Naprawdę. Zaczęło się tego popołudnia w kafeterii, w kolejce po hamburgery, kiedy Jeff Day powiedział Ruth, że jest tak gruba, że będą musieli ją pochować w pudle fortepianu, tak jak Elvisa.
  To kompletna bzdura, bo - o ile mi wiadomo - Elvisa nie pochowano w pudle fortepianu. Owszem, był okropnie gruby, kiedy umarł, ale jestem pewna, że Priscilla Presley mogła sobie pozwolić na lepszą trumnę dla Króla niż fortepian."

  Niezwykła historia Jess zaczyna się właściwie od zwykłego wydarzenia. To wszystko przez Ruth, jej przyjaciółkę. Dziewczyna, której nigdy tłuszczyku nie zbywało, postanawia, że zamiast przejażdżki samochodem, przespaceruje się. Namawia na to również Jess, która z ogromną niechęcią i odrzuceniem propozycji podwiezienia na motorze przez całkiem przystojnego chłopaka, zgadza się na wrócenie do domu na piechotę. Ten spacer jednak zapamiętają do końca życia. Nie dlatego że był długi czy męczący, a dlatego, że spotkała je okropna burza. Pamiętały oczywiście aby nie stawać pod drzewem, ponieważ może uderzyć w nie piorun. Sądzę jednak, że rozwiązanie które wybrały, a mianowicie schronienie się pod metalową wiatą, było w rzeczywistości gorsze w skutkach. Wszyscy przecież wiemy jak dobrze metal przewodzi prąd. Aż za dobrze. Ten właśnie przewodnik ciepła został uderzony piorunem, a tym samym Jess, która się o niego opierała. I tutaj wydarzenia zaczynają wymykać się spod kontroli.

  Jak w opisie sprytnie uchwycono, Jess zdobywa dar, którego właściwie nie chce. Otóż, po uderzeniu w nią pioruna, odkrywa w sobie zdolność odnajdywania zaginionych ludzi. Wystarczy, że zobaczy czyjeś nazwisko i twarz, a po przespanej nocy, będzie wiedziała gdzie taki delikwent się znajduje. Całkiem przydatna umiejętność, jednak kryje ona w sobie drugie dno. Czy każda osoba, która jest zaginiona, pragnie zostać odnalezioną? Jess przekona się na własnej skórze, że czasem pomoc ze szczerego serca, może zostać źle odebraną i niechcianą.

  Książkę przeczytałam bardzo szybko, ponieważ jej akcja usidliła mój umysł, wpajając jedną najważniejszą informację: nie przestawać, aż do ostatniej kartki. Tak się stało, a moje sumienie pozostało czyste, nie mając czego żałować. Jedynie niedosyt wkradł się niepodziewanie, gdy stron do czytania zabrakło. Mój rozsądek jednak jest zaspokojony i twierdzi, że dobrze jest jak jest. Bezsensownym byłoby przeciąganie akcji, wkładając w nią nie emocje czy zagadki, a żenadę i monotonność. Oczy moje nie narzekały na czcionkę czy papier sprzed 13 lat, wszystko nadawało klimat czasom sprzed bumu komórkowego.

  "Kiedy piorun uderza" jest kolejną świetną przedstawicielką fantasy dla młodzieży, która nie musi opierać się na romansie człowieka z wampirem, aby być wartą przeczytania. Oceniam ją wysoko, choć nie posiada ona wielowątkowej akcji, czy wojen na śmierć i życie. Odnaleźć za to w niej można humor oraz chęć naprawiania błędów, choćby nieświadomych. Jest idealną towarzyszką na długie wieczory, gdy smutny deszcz przegania radość przebywania na dworze. I choć jest skierowana dla osób młodych, sądzę że każdy mógłby odnaleźć w niej coś przyjemnego, co umiliłoby czas pomiędzy grubszą zwierzyną. (mam na myśli książki oczywiście ;)).


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:
  

środa, 18 listopada 2015

Stos 5 - listopad 2015

  Jak już dawno nie było u mnie nic lekkiego. Właściwie nie dziwię się temu. Mieszkanie za granicą nigdy nie jest takie łatwe jakie wydawało się podczas mieszkania w kraju swego urodzenia. Jednak staram się zarazić jak najwięcej osób swoją pasją do czytania, tak aby nawet nie przebywając w Polsce, polskie książki czytać. 
  Jako ciekawostkę chciałabym dodać, że w Szwecji znajduje się całkiem sporo książek w języku polskim. Nie można ich co prawda kupić w księgarni, ale można wypożyczyć z biblioteki bądź cudem trafić w second hand'zie, które zwykłam nazywać halą. Jednak, jak się niedawno dowiedziałam, nie jest to jedyny sposób nabywania książek w języku polskim w Szwecji. Otóż, wyobraźcie sobie moje niebywałe zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że moja przyszła szwagierka kupiła całą reklamówkę polskich książek pobibliotecznych, w cenie zaledwie 30 KR. Około 17 zł. I nic mi o tym nie powiedziała. ...
  Tak więc dziś przedstawiam Wam stos z cyklu pożyczanych. 


  Tak oto przestawia się ten stos. 
  
1. Opowieści z Narnii. Lew, czarownica i stara szafa - C.S. Lewis - książka została pożyczona od znajomej, jednak nie jest z tych po bibliotecznych. Sądzę, że większość z Was wie o czym ona opowiada.

2. Szeptem - Monika Sawicka - to książka którą obecnie czytam. Wcześniej nawet o niej nie słyszałam. To pewnie dlatego, że nie zwykłam czytać książek na podstawie realiów i życiowych perypetii. 

3. Empire - Marek Nowakowski - mogłabym tu przytoczyć opis znaleziony gdzieś w Internecie, jednak nie chcę. Chcę wziąć tę książkę z zaskoczenia. 

4. Posag Klary - Konrad Laguna - jak wyżej.

5. Anioł stróż - Sparks - sądzę, że ktoś o tym słyszał. Dla mnie będzie ona kompletną nowością.

6. Trzy połówki jabłka - Antonina Kozłowska - jak wyżej.

7. Babskie fanaberie oraz Być kobietą i nie zwariować od jakiegoś już czasu zajmują moje półki, będąc również pożyczonymi. 

  Oprócz Narnii wszystkie powyższe książki nie są w moim stylu, jak wiecie. Postaram się jednak przełamać i jak najbardziej optymistycznie do nich podejść. Jeśli czytaliście to proszę ustrzeżcie mnie od nich bądź zniecierpliwcie, ponieważ ja niemal nic o nich nie wiem. 

niedziela, 15 listopada 2015

Kształt demona

tytuł:                           Kształt demona
autor:                          Amelia Atwater-Rhodes
przeczytana:               21 września 2015
tytuł oryginału:            "Demon in my view"
data wydania: pierw.:  2000
                      polsk.:  2002
wydawnictwo:            Exlibris
tłumaczenie:               Wojciech Usakiewicz
liczba stron:               160
ISBN:                        83-88455-94-X
kategoria:                   fantastyka, literatura młodzieżowa
moja ocena:                9/10
seria:                          Seria z dreszczykiem tom 2

OPIS
  Jessica nie jest przeciętną nastolatką. Chociaż nikt w jej szkole nie ma o tym pojęcia, jest poczytną pisarką. Pod pseudonimem Ash Night wydała książkę o wampirach. W swojej wyobraźni, razem z wampirami i czarownicami, czuje się dużo lepiej niż w towarzystwie kolegów i koleżanek z klasy. Do szkoły przybywa jednak dwóch owych uczniów, pragnących zdobyć jej przyjaźń. Jessica nie przepada za wylewną Caryn, ale pociąga ją Aleks, tajemniczy i pewny siebie chłopak, który wydaje się jej zdumiewająco znajomy. Jego podobieństwo do Aubreya - okrutnego bohatera jej książki - jest niesamowite. To przecież niemożliwe, by wytwór wyobraźni mógł ożyć. Ale czy na pewno...


MOJA OPINIA
  Jak już wcześniej pisałam, Amelia rozpoczęła swoją pisarską przygodę, będąc zaledwie trzynastolatką. Jako pierwsza jej powieść ukazała się "W gąszczach mroku", której "Kształt demona" jest kontynuacją. Nie polega ona jednak na tym, iż akcja toczy się dalej, jakby były one jedną książką. Bohater główny to kompletnie inna osoba. Historia jest całkiem odmienna. A zakończenie nie przypomina poprzedniego. Jedynym wspólnym elementem, jaki spaja je w jedną serię, to świat czarownic i wampirów. Zarówno w pierwszym tomie jak i w drugim występuje także Aubrey, który jest swoistym apogeum rozwojów krytycznych.

  "Noc jest przesycona tajemniczością. Nawet kiedy księżyc świeci najjaśniej, tajemnice kryją się wszędzie. A potem wstaje słońce i jego promienie malują tyle cieni, że dzień jest znacznie bardziej łudzący niż cała ukryta prawda nocy.
  Żyłam tym złudzeniem przez większą część życia, ale nigdy do niego nie należałam. Przed urodzeniem zbyt długo istniałam zawiedziona między nicością a życiem i nawet teraz wciąż słyszę szepty nocy. Mocna lina trzyma mnie po ciemnej stronie świata, z dala od światła."

  Jessica, wychowująca się u matki zastępczej, jest zamkniętą w sobie, pyskatą i odważną nastolatką. Choć jest całkiem niebrzydka i niegłupia, brak jej chłopaka oraz jakichkolwiek przyjaciół. Wydaje się, że ludzie instynktownie omijają ją, wyczuwając pesymizm oraz mrok. Dlaczego tak jest, to wciąż zagadka, niepozwalająca jej swobodnie egzystować wśród błahostek codzienności. Posiada jednak pewien dar, o którego niebezpieczeństwie nie zdaje sobie w ogóle sprawy. Pisze książki o wampirach, które wydawać by się mogły zmyślonymi. Prawda jednakże leży dużo głębiej, ponieważ jej psotne słowa z wyobraźni, w istocie są brutalnym opisem zdobywania władzy, zabójstw oraz woli przetrwania wampirów, o których istnieniu nikt wiedzieć nie powinien. Wampiry nie mogą pozwolić sobie przecież na zdemaskowanie, a poza tym, to kto by uwierzył w takie bajki...?

  "Kształt demona" jest bardziej dojrzałą i przemyślaną książką. Zwinnie wplata ona elementy poprzedniego tomu, w obecny, nie dublując ich jednak, a uzupełniając. Historia nie jest najoryginalniejszą na świecie, bo wampirów nam nie brak, jednak należy wziąć pod uwagę czasy, w których książka została spisana. Jest ona całkiem dobrą przedstawicielką fantasy, tak prędko ulatującą z myśli, jak szybko przeczytaną. Jest lekka i przede wszystkim nienudna. Miliony razy lepsza niż seria o Sookie Stackhouse, ponieważ ma dobry nie tylko plan ale i wykonanie.

  Zarówno jak i tom pierwszy, tak i drugi, mogę ze spokojnym sumieniem polecić. Książka krótka, ale solidna.

  P.S. Moją długą nieobecność mogę usprawiedliwić nie tylko moim lenistwem, ale również brakiem polskich znaków na klawiaturze po aktualizacji Windowsa. Nie bójcie nic. Odzyskałam je.

FRAGMENTY
·         „W samotności” – Edgar Allan Poe

Od lat dziecięcych zawsze byłem
Inni niż wszyscy – i patrzyłem
Nie tam, gdzie wszyscy – miałem swoje,
Nieznane innym smutków zdroje –
I nie czerpałem z ich krynicy
Uczuć – nie tak, jak śmiertelnicy
Radością tchnąłem i zapałem –
A co kochałem – sam kochałem –
To wtedy – nim w burzliwe życie
Zdążyłem wejść – powstała skrycie
Z dna wszelkich złych i dobrych dążeń
Ta tajemnica, co mnie wiąże –
Ze strumienia lub potoku –
Z urwistego góry stoku –
W kręgu słońca, gdy w jesieni
Blednie złocisty blask promieni –
Z błyskawicy ostrym końcem
Drzewo obok mnie rażącej –
Z burzy, gromów, ziemi drżenia –
Z chmury – która u sklepienia
Niebieskiego zawieszona –
Miała dla mnie kształt demona.

·         s.160 "Życie jest niczym, jeśli brakuje w nim trochę chaosu, które czyni je interesującym."


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:
    
  

sobota, 24 października 2015

CYBORIA. Przebudzenie Galena

tytuł:                           CYBORIA. Przebudzenie Galena
autor:                          Pierdomenico Baccalario
przeczytana:               20 września 2015
tytuł oryginału:            "Cyboria. Il risveglio di Galeno"
data wydania: pierw.:  2009
                      polsk.:  2011
wydawnictwo:            Firma Księgarska Olesiejuk
tłumaczenie:               Marzena Radomska
liczba stron:               318
ISBN:                        978-83-7626-690-9
kategoria:                   fantastyka, literatura młodzieżowa, dziecięca
moja ocena:                7/10
seria:                          Cyboria tom 1







OPIS
  Otto Błyskawica Perotti ma 13 lat, czerwony rower, kocha liczby i zagadki.

  Na łożu śmierci dziadek zostawia mu dziwną szkatułkę pokrytą liczbami i bilecik, na którym napisano "Idź Ty!". Ale dokąd?

  Gdzieś daleko, w nieznanej części świata, doskonałe miasto Cyboria od ponad 90 lat czeka na nowych mieszkańców. Jednak droga, która do niego prowadzi, nie jest dostępna dla wszystkich.

  Roboty i ryzykowne przedsięwzięcia, nieskończone zapasy energii i zdrady to elementy nowej wielkiej przygody, którą przedstawił w swej książce Pierdomenico Baccalario.


MOJA OPINIA
  Pierdomenico Baccalario był dla mnie tajemnicą, póki nie rozszyfrowałam, że kryje się również pod nickiem Ulysses Moore. Spotkałam go już wcześniej, choć tylko raz, czytając jedną malutką książkę, kupioną z gazetą, pt. Wrota czasu. Przebudzenie Galena, podobnie jak Wrota czasu są napisane stylem typowym dla autora. Prosto, ciekawie i dla młodzieży. I właściwie nie byłabym nią zainteresowana, gdyby nie to, że jest to fantastyka, którą zwykłam czytać. Innym elementem, który pobudził mnie do czytania, to fakt, że książka ta jest prezentem, a nie mogłabym znieść widoku rozczarowania w oczach osoby podarowującej, gdybym jej nie przeczytała. Przechodzę więc do sedna, mając nadzieję, że moja opinia będzie tak krótka i prosta, jak nieskomplikowana i wciągająca jest treść Przebudzenia Galena.

    "Dziadek Ottona chciał, aby wnuczek czuł się kimś niezwykłym, mawiał więc, że powinien spróbować zrobić coś trudnego, bo łatwe rzeczy i tak każdy umie zrobić.
  Prawdopodobnie właśnie dlatego, kiedy Otto Błyskawica Perotti siedział na siodełku roweru, który należał do jego dziadka, zdecydował, że zrobi coś bardzo trudnego. Postanowił pędzić rowerem ile sił w nogach, a przed samym mostkiem zebrać się na odwagę i skoczyć. Gdyby skok mu się udał, wylądowałby na ścieżce obok kanału, pięć metrów niżej.
  To było więcej niż trudne. To było szaleństwo. Ale był to też jedyny sposób, aby uciec przed Licealną Bandą."

  Oto początek szalonej przygody, której nikt się nie spodziewał. Ani bohaterowie, ani ja, w naszych najśmielszych oczekiwaniach. Przygody pełnej strachu, robotów ale i również matematyki. Czyż nie mówi się, że matematyka jest potęgą nauk? W tej książce można się o tym przekonać. I udowadnia to młody chłopak, Otto Błyskawica Perotti. Trzynastolatek wykorzystuje swoją wiedzę oraz ciocię, aby rozwikłać zagadkę otrzymaną po śmierci dziadka. Podobno temu, nie udało się jej rozwiązać... Tajemnicze cyfry i znaki znajdujące się na szkatule, zastanawiają i intrygują chłopca. Ale, czy książka nie byłaby dobrą opowieścią, gdyby pytania nie znalazły swoich odpowiedzi, a odpowiedzi nie tworzyły kolejnych zagadek? I oczywiście, zawsze znajdują się w niej czarne charaktery...

  Książka, choć przeznaczona głównie dla dzieci i młodzieży, bardzo przypadła mi do gustu. Prosty język i nieskomplikowana akcja, sprawiają że czyta się ją szybko. Nie wymaga ona dużego skupienia czy pamiętania wielu elementów akcji, ponieważ są one albo umiejętnie przypominane, albo tak wytłumaczone, że zapamiętuje się je od razu. W trakcie czytania napotykamy bardzo wiele niewiadomych, które pobudzają niezmiernie czytelnika do myślenia i stawiania własnych hipotez, a ich rozwiązania nieraz mogą wprawić w rozbawienie, lub częściej w zdumienie. Autor nie omieszkał wplątać bohaterów w intrygi i niebezpieczeństwa oraz poddać ich wielu próbom lojalności wobec danego słowa.

  Nie mam zastrzeżeń do książki. Jest prosta i logiczna, bardzo dobra dla współczesnej młodzieży, która szuka fantastyki z odrobiną matematyki oraz mnóstwem zagadek. Jeśli lubicie czytać o młodych, odważnych i upartych chłopcach, pełnych nadziei na ziszczenie się marzenia o wielkiej przygodzie, to książka zdecydowanie dla Was. Sądzę, że i również dorosły czytelnik mógłby odnaleźć w niej odrobinę przyjemności dla siebie.

FRAGMENTY
·         s.5 TERAŹNIEJSZOŚĆ
Chcemy wyśpiewywać miłość do niebezpieczeństwa,
praktykę energii i zuchwałość.

~Manifest futuryzmu, F.T. Marinetti, "Le Figaro"
20 lutego 1909 roku
(tłum. A. Włoczewska)

·         s.133 PRZESZŁOŚĆ
Będziemy wyśpiewywać na cześć fabryk
zawieszonych pod chmurami na sznurkach dymów,
mostów skaczących jak gimnastyk
nad diabolicznym ostrzem rozświetlonych słońcem rzek,
awanturniczych parowców węszących po horyzontach,
żelaznych koni zaprzęgniętych do długich rur.

~Manifest futuryzmu, F.T. Marinetti, "Le Figaro"
20 lutego 1909 roku
(tłum. A. Włoczewska)

·         s.227 PRZYSZŁOŚĆ
Dlaczego musimy patrzeć wstecz,
jeśli chcemy przejść  przez tajemnicze drzwi niemożliwego?

~Manifest futuryzmu, F.T. Marinetti, "Le Figaro"
20 lutego 1909 roku
(tłum. A. Włoczewska)


Książka bierze udział w następujących wyzwaniach:
  

wtorek, 20 października 2015

30-Days Book Challenge, dzień 5


A book that makes you happy.
Książka, która czyni cię szczęśliwym.


  Jest taka książka, która mnie rozśmiesza ilekolwiek razy ją czytam. Życie. Podręcznik sztuki przetrwania autorstwa Łukasza Miszewskiego, dostała się w moje ręce z woli konkursu na Lubimyczytac.pl. Sądzę, że zalicza się ona do wyzwania, ponieważ zawsze przysparza mnie o uśmiech i chwilę refleksji nad spostrzegawczością autora. Czy jestem wtedy szczęśliwa? Raczej tak. Nie skaczę oczywiście pod sufit, ponieważ nie jest to książka mająca za zadanie motywować mnie do wstawania codziennie, skoro świt, z uśmiechem na twarzy. Jest to książka napisana w formie małej encyklopedii, której treść wypełniają hasła, typu:
Pociągi

  • "... męski mózg, największy w królestwie zwierząt organ węszący piwo."
  • "Alkohol. Dwa atomy węgla, sześć atomy wodoru, jeden atom tlenu i mnóstwo radości".
Więcej nie podam, bo za dużo mogłabym zdradzić. Mam nadzieję jednak, że te dwa krótkie cytaty oddają wiernie atmosferę książki, która potrafi pobudzić nie tylko wyobraźnię, myślenie, przypominanie ale i również mięśnie twarzy.

  Nie chodzi w niej o to, aby po prostu wyśmiewać ludzi bądź hasła. Chodzi bardziej o to, aby widzieć ją jako satyrę, ukazującą codzienność i jej negatywy w sposób zabawny oraz zmuszający do refleksji. 

  Mam nadzieję, że zachęci to Was do zapoznania się z nią, ponieważ nie jest popularna, a szkoda. 

  Ok. A jakie są książki, które Was potrafią rozśmieszyć? Spotkaliście już takie, czy też oczekujecie spotkania? Jestem ogromnie ciekawa. :)

niedziela, 11 października 2015

Tego lata stałam się piękna

tytuł:                           Tego lata stałam się piękna
autor:                          Jenny Han
przeczytana:               8 października 2015
tytuł oryginału:            "The Summer I Turned Pretty"
data wydania: pierw.:  2009
                      polsk.:  2014
wydawnictwo:            Grupa Wydawnicza Foksal
tłumaczenie:               Stanisław Kroszczyński
liczba stron:                320
ISBN:                         978-83-280-0743-7
kategoria:                    literatura obyczajowa
moja ocena:                6/10
seria:                          Summer tom 1/3








OPIS
  Belly liczy czas w porach roku. Wszystko, co niezwykłe i magiczne, przytrafia się jej między czerwcem a sierpniem. Zimą dziewczyna odlicza tygodnie dzielące ją od lata, od domku przy plaży, Susanny i - co najważniejsze - od Jeremiego i Conrada. Poznała ich dawno temu. Najpierw traktowała jak braci, a potem pokochała jak chłopaków. Tego lata, tego pięknego i koszmarnego lata, wszystko zaczyna się zmieniać. Ale czy skończy się tak, jak już dawno powinno się skończyć?


MOJA OPINIA
  Od czasu do czasu i mnie zdarzy się sięgnąć po książkę, która normalnie raczej by mnie nie interesowała. Dzieje się to za sprawą ludzi mnie otaczających, którzy nie pomni na moje skromne tłumaczenia, że uwielbiam fantastykę, na siłę bądź ukradkiem, wciskają mi książkę taką jak ta. Jak już znajduje się u mnie na półce do przeczytania, muszę ją przeczytać. Nie chcę przecież zawieść znajomych/rodziny/przyjaciół. Przez nich właśnie teraz zamierzam napisać Wam co nieco o tej książce. I od razu zaznaczam: to wszystko ich wina.

   Główna bohaterka wraz z rodziną, każde lato spędza nad morzem. Mieszkając w domu przyjaciółki mamy, wraz z jej synami, Jeremim i Conradem, przeżywa najlepsze ale i zarazem najgorsze przygody swego życia. Miłość, przyjaźń, wierność i oddanie są tymi uczuciami, które potrafią zranić najmocniej, a główna bohaterka przekonuje się o tym na własnej skórze, ulegając podszeptom serca. I choć wydaje się, że z dania na dzień, prowadzi ona beztroskie życie, to nic bardziej mylnego. Jak każda nastolatka pragnie miłości, zwłaszcza, że jej serce już wybrało. Co jednak uczynić, gdy ten jedyny jest zamkniętym w sobie, smutnym mężczyzną, na pozór nie zwracającym uwagi na względy okazywane przez Belly, oraz traktującym ją jedynie jako młodszą siostrę? Główna bohaterka znalazła rozwiązanie. Być z innym. Niekoniecznie oczywiście z miłości. Może po prostu z potrzeby bliskości. Nieświadomie jednak wzbudziła zazdrość w obydwu braciach, którzy tego właśnie lata odkryli w niej piękną kobietę, porzucając beztroską braterską opiekę, na rzecz uczucia o wiele głębszego. Miłości, oczywiście. Jednak jak to zwykle w opowieściach tego typu bywa, Belly nie ma o tym zielonego pojęcia.

    "Pierwszego wieczoru zawsze było tak samo: wielka waza pełna ostrej zupy rybnej, którą Sussana przygotowała, czekając na nasz przyjazd. Zupy z mnóstwem krewetek, krabów i ośmiorniczek - wiedziała, że bardzo lubię takie małe ośmiorniczki. Nawet kiedy byłam jeszcze dzieckiem, odkładałam je na bok, zostawiałam je sobie na koniec. Susanna postawiła wazę pośrodku stołu, a do tego był francuski chleb z chrupiącą skórką kupiony w okolicznej piekarni. Każde z nas dostało miskę, a potem całą kolację dolewaliśmy sobie, zanurzając chochlę w wazie. Susanna i mama zawsze popijały czerwonym winem, a my, jako nieletni, zawsze dostawaliśmy winogronową fantę, jednak tego wieczoru wino pili wszyscy."

  Historia właściwie jak każda inna. Piękna dziewczyna i zakochanych w niej dwóch braci. Nie urzekła mnie. Nie zaciekawiła za bardzo. Jedynym jej atutem była lekkość słowa mówionego, które pozwalało się szybko przeczytać. Sądzę, że plany na książkę były ciekawsze niż dzieło ukończone. Czasami miałam w głowie mętlik, ponieważ autorka umieściła pomiędzy akcją teraźniejszą książki, fragmenty pochodzące z przeszłości, przy czym okroiła je z ważnych informacji, najciekawszych informacji. Sam fakt dodania tych wycinków przeszłości jako osobnych rozdziałów, byłby nawet ciekawy, gdyby nie to, że wydarzenia te nie były uszeregowane. Mam na myśli to, że treść książki wyglądała mniej więcej tak: teraźniejszość, 11 lat, teraźniejszość, 13 lat, teraźniejszość, 9 lat, teraźniejszość, 12 lat. Łatwo można się było w tym pogubić i mi się to udało. Zdecydowanie lepiej wypadłoby, gdyby była to chronologiczna kolejność.

  Kolejnym, co mam do zarzucenia książce, to główna bohaterka. Wszyscy naokoło mówią jej jak to się zmieniła i że naprawdę świetnie wygląda, a ona, brzydkie kaczątko, cały czas wmawia sobie, że jest okropnym podlotkiem. Zwariować można przy tym jej niezdecydowaniu. A jeśli już o tym wspomniałam, to nasuwa mi się kolejny minus książki. Belly jest zakochana za zabój. Wszędzie wypatruje Conrada i otwarcie okazuje mu zainteresowanie. Jednak ni stąd ni z owąd, zaczyna chodzić z poznanym na ognisku chłopakiem, paradując z nim po całym miasteczku i nie omieszkując oczywiście, zaprowadzić go do domu. To kocha tego Conrada czy nie? Raz tak, a zaraz później go nie cierpi.

  Książka jest niedopracowana i właściwie bez żadnego głębszego sensu. Bez morału, czy choćby zastanawiającego zakończenia, obiecującego więcej w dalszych tomach. Książka kończy się zdecydowanie zbyt nagle, co nasuwa myśl, że autorka chciała jak najszybciej ją ukończyć, bez zbędnego głowienia się. Wiele informacji umieszczonych w książce, jest nierozwiniętych, tylko wspomnianych i pozostawionych bez wyjaśnień. Być może zostaną one kontynuowane w tomach kolejnych, nie wiem. Dla mnie jednak, jeśli autorka kończy książkę, to powinna kończyć wszystkie wątki, które zostały w niej wspomniane, tak aby ona stanowiła spójną całość. A jeśli nie chce się tych wątków dalej ciągnąć, to po co w ogóle o nich pisać, bez sensu zapychając treść?

  Nie mogę jednak powiedzieć, że książka składa się z samych negatywów, ponieważ skłamałabym. Tym, co przemawia na jej korzyść to lekkość języka i błahość historii, przy której nie potrzeba dwoić się i troić, aby znaleźć rozwiązanie problemu. Książka jest prostą opowieścią o zbyt skromnej Belly, której życie nie szczędzi zawodów miłosnych oraz złośliwości pod adresem jej młodego wieku oraz płci. Czy warto jest ją przeczytać, musicie zdecydować sami, ponieważ ja jestem neutralna. Opowieść jak każda inna.


Książka bierze udział w następującym wyzwaniu: