GRY

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Martwy dla świata


tytuł:                           Martwy dla świata
autor:                          Charlaine Harris
przeczytana:               19 grudnia 2014
tytuł oryginału:            "Dead to the World"
data wydania: pierw.:  2004
                      polsk.:  2010
wydawnictwo:            MAG
tłumaczenie:               Ewa Wojtczak
liczba stron:               400
ISBN:                        978-83-7480-172-0, Wydanie I
kategoria:                   literatura młodzieżowa
moja ocena:                6/10
seria:                         Sookie Stackhouse tom 4/15


  "Muszę jednak przyznać, że świat wydaje mi się teraz bardziej interesujący. Sama jestem osobą nieprzeciętną, więc lepiej się czuję wśród istot 'dziwniejszych'. Niestety, nieobce mi są obecnie również strach i niebezpieczeństwo, z czego nie jestem zadowolona. Widziałam 'prywatne' oblicze wampirów, dowiedziałam się też o istnieniu wilkołaków, zmiennokształtnych i innych istot nadnaturalnych. Wilkołaki i zmiennokształtni wolą bowiem pozostawać w ukryciu - przynajmniej na razie - i biernie obserwować poczynania wampirów.
  O takich to sprawach rozmyślałam podczas zbierania na tacę szklanek i kufli, rozładowywania i ładowania zmywarki. Pomagałam naszemu nowemu kucharzowi, Tackowi (który naprawdę nazywa się Alphonse Petacki. Dziwicie się, że woli przydomek 'Tack'?)."


OPIS
  Sookie Stackhouse pracuje jako kelnerka w małomiasteczkowym pubie w Luizjanie. Mimo że jest łada, ma niewielu przyjaciół, ponieważ nie każdemu podoba się jej dar telepatii. Sookie zresztą sama niechętnie spotyka się ze zwykłymi mężczyznami, którym potrafi czytać w myślach. Woli towarzystwo wampirów, do umysłu których nie jest w stanie zajrzeć.

  Może właśnie z tego względu zabiera do domu półnagiego Erica... Eric nie pamięta przeszłości i nie wie, kim jest. Sookie go zna, tyle że... Kiedyś był potężnym, przerażającym luizjańskim szeryfem, a teraz - gdy cierpi na amnezję - zmienia się w słodkiego, wrażliwego, bezradnego przystojniaka, któremu dziewczyna nie potrafi odmówić pomocy ani... swoich wdzięków.

MOJA OPINIA
   Charlaine Harris jest fenomenem literackim w Stanach Zjednoczonych. Jako jedyna autorka wprowadziła jednocześnie 7 tytułów serii na listę bestsellerów "New York Times". Na podstawie jej serii o Sookie Stackhouse, laureat Oscara i nagrody Emmy, Alan Ball nakręcił serial który z miejsca stał się hitem na całym świecie, zdobywając dwie nominacje do Złotych Globów i prawie 4 miliony widzów w samych USA. W Polsce emitowany na HBO serial jest najlepiej oglądanym serialem tego kanału. Prawa autorskie do serii książek Charlaine Harris o Sookie Stackhouse sprzedano do ponad 20 krajów.

  Martwy dla świata  to tom czwarty wyżej wymienionej serii, wydany w Polsce po raz pierwszy w 2010 roku. Seria liczy sobie aż 13 tomów + opowiadania ze świata Stookie. Istnieje jeszcze jeden tom After Dead: What Came Next in the World of Sookie Stackhouse (październik 2013), który w Polsce nadal nie został przetłumaczony.

  Oczywiście, jak wielu autorów, również i Charlaine Harris posiada profil na fb:
https://www.facebook.com/CharlaineHarris?fref=ts
  To tak na marginesie.

  Pisałam już o:

  "Martwy dla świata" nie bardzo różni się od swych poprzedniczek. Sookie jest w każdym tomie identyczna. Blondynka o wyrazistych kobiecych kształtach, która przyciąga facetów nadnaturalnych, niczym lep - muchy. Wśród jej wiecznej dezorientacji i niezdecydowaniu, można wychwycić bardzo ciekawy wątek. Dotyczy on Erica, luizjańskiego wampira. Odmówił on swych wdzięków pewnej czarownicy, nie zgodził się aby przejęła jego bar, nie chciał mieć z nią absolutnie nic wspólnego. Karą za te zachowania była klątwa, polegająca na utracie pamięci. Eric pamiętał jak się mówi, pisze, zasady kultury i współżycia z innymi ludźmi. Oprócz tego stracił całkowitą świadomość czynów, jakie kiedykolwiek popełnił. Nie pamiętał swego imienia, swych pracowników, Sookie, nie wiedział nawet gdzie się znajduje. A przypadek chciał tak, że zjawił się akurat na drodze prowadzącej do odosobnionego domu Sookie. Dobroduszna, zaopiekowała się nim, w zamian miała dostać 50 tysięcy dolarów. Właściwie nie było to całkiem bezinteresowne, gdyż Sookie bardzo oponowała nad pomysłem 'przechowania' Erica we własnym domu.

  Nawet nie czytając wcześniejszych książek i nie znając słabości Sookie do wysokich, przystojnych i umięśnionych facetów, można by się domyślić jaki efekt dało przebywanie blondynki i wampira pod jednym dachem, w domu pośród pól. I przyznam się szczerze, że tutaj autorka pokazała się z lepszej strony, gdyż całkiem dobrze opisała spółkowanie w łóżku, jeśli mogę tak to ująć.

  Oprócz częstych motywów łóżkowych, dowiadujemy się więcej o koleżankach Sookie z pracy. Niektóre z nich są wiccankami, czyli prawie czarownicami, wg książki. Opisana jest również wojna, ale tu nie wdaję się w szczegóły, bo za dużo by pisać. Jak i w poprzednich częściach, autorka poturbowała Sookie, choć starała się jakby mniej niż poprzednio. Trochę to naciągane, gdyż zawsze główna bohaterka obiecuje sobie, że nie będzie się już wdawała w żadne tajemnicze, nadnaturalne sprawy, jednak pech chce inaczej.

  Podsumowanie jest takie jak innych. Książka mogłaby być o wiele lepsza, gdyby była poważną literaturą, a nie tylko literaturą młodzieżową, pełną bezrozumnych dialogów, w których 'och' jest najważniejszym słowem w książce. I choć nie wierzę, że to piszę, zaczęły mnie interesować wydarzenia opisane w książce, tylko ze względu na niektóre postacie, np. Alcide. Główna bohaterka jest porażką, niestety. Podobnie jak poprzednie części, odradzam sięganie po tę. Bezbarwna literatura, która będzie się teraz kurzyć i mnie na półce, chyba że ktoś naprawdę szalony będzie chciał się pokusić o jej przeczytanie... 

wtorek, 23 grudnia 2014

Gra Anioła

tytuł:                           Gra Anioła
autor:                          Carlos Ruiz Zafón
przeczytana:               19 grudnia 2014
tytuł oryginału:            "El Juego del Ángel"
data wydania: pierw.:  2008
                      polsk.:  2013, Warszawa
wydawnictwo:            MUZA
tłumaczenie:               Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodán Casas
liczba stron:               510
ISBN:                        978-83-7758-346-3
kategoria:                   literatura współczesna
moja ocena:               10/10
seria:                         Cmentarz Zapomnianych Książek tom 2/3


  "Przyjaźniłem się z panem Sempere prawie czterdzieści lat i tylko raz rozmawialiśmy o Bogu i tajemnicach, jakie kryje życie. Prawie nikt o tym nie wie, ale mój przyjaciel Sempere nie przekroczył progu kościoła od dnia pogrzebu swojej żony Diany, do której wszyscy dziś go odprowadzamy, by wreszcie jedno mogło spocząć u boku drugiego, na zawsze. Być może dlatego wszyscy uważali go za ateistę, ale w rzeczywistości był on człowiekiem wielkiej wiary. Wierzył w swoich przyjaciół, wierzył w prawdę i w coś, czego nie miał odwagi nazwać i czemu nie śmiał przydać twarzy, bo, jak mawiał, od tego jesteśmy my, księża. Pan Sempere wierzył, że wszyscy jesteśmy częścią czegoś większego i że z dniem naszego odejścia z tego świata nasze wspomnienia i nasze pragnienia nie znikają, lecz stają się wspomnieniami i pragnieniami tych, którzy zajmują nasze miejsce. Nie wiedział, czy stworzyliśmy Boga na nasz obraz i podobieństwo, czy też On stworzył nas, nie w pełni świadom tego, co czyni. Wierzył, że Bóg czy też jakakolwiek inna moc, która nas tu sprowadziła, żyje w każdym z naszych działań, w każdym z naszych słów, i uwidacznia się w tym wszystkim, co sprawia, iż jesteśmy czymś więcej niż tylko figurkami z gliny. Pan Sempere wierzył, że Bóg żyje troszeczkę, a może i bardzo, w książkach i dlatego całe swoje życie poświęcił temu, by się książkami dzielić, książki chronić i pilnować, by ich stronice, tak jak nasze wspomnienia i nasze pragnienia, nigdy nie zginęły. Wierzył bowiem, i tą wiarą zaraził mnie, że dopóki jest na świecie choćby jedna jedyna osoba zdolna sięgnąć po książkę i ją przeczytać, przeżyć, dopóty istnieje cząsteczka Boga lub życia."

OPIS
  Kiedy następnym razem będziesz chciał uratować jakąś książkę, nie ryzykuj życia... Zaprowadzę cie do tajemniczego miejsca, gdzie książki nigdy nie umierają i nikt nie może ich zniszczyć.

  W mrocznej i niespokojnej Barcelonie lat dwudziestych XX wieku młody pisarz, żyjący obsesyjną i niemożliwą miłością, otrzymuje od tajemniczego wydawcy ofertę napisania książki, jakiej jeszcze nie było, w zamian za fortunę i, być może, coś więcej...
  Z niezwykłą precyzją powieściopisarską i w charakterystycznym dlań, oszałamiającym stylu autor "Cienia WIatru" ponownie przenosi czytelników do Barcelony Cmentarza Zapomnianych Książek. Obdarowuje nas niezwykłą intrygą, romansem i tragedią, prowadzi poprzez labirynt tajemnic, gdzie czar książek, namiętności i przyjaźnie splatają się w mistrzowskiej opowieści.

MOJA OPINIA
  Carlos Ruiz Zafón, urodzony w 1964 w Barcelonie, hiszpański pisarz (dokładnie rzecz ujmując, to dziennikarz) jest jednym z najlepszych z jakimi miałam do czynienia. Zdobył moje serce "Cieniem Wiatru", którego stworzył 2001 roku. Obecnie mieszka w Los Angeles, a czas swój poświęca na pisanie scenariuszy filmowych i powieściopisarstwo.

  Mówi się, że "Gra Anioła" jest tomem drugim trylogii Cmentarz Zapomnianych Książek, można jednak czytać je bez kolejności. "Cień Wiatru", "Gra Anioła" i "Więzień Nieba" łączą się poprzez osoby i wątki, stanowiące fabularne mosty pomiędzy poszczególnymi historiami. Jednak każda z książek przedstawia opowieść zamkniętą w sobie i niezależną. Jak już wcześniej wspomniałam serię tę można czytać w dowolnej kolejności, można też czytać każdą część osobno. Pozwala to Czytelnikowi dostać się do labiryntu historii różnymi drzwiami i znaleźć drogi, które złączywszy się, poprowadzą go do serca opowieści.

  Po lekturze części pierwszej, która wprawiła mnie w osłupienie z powodu niezwykłej treści, od części drugiej również oczekiwałam bardzo wiele. I nie zawiodłam się. Styl autora jest przyjemny dla każdego odbiorcy. Nie ma tam niezgodności w akcji, autor nie gubi się we własnej treści. Stopniowo wprowadza w fabułę kolejne postacie, które pozornie bez związku, splatają się w historię tak zawiłą, że samemu trzeba się pilnować. Podobnie jak w "Cieniu Wiatru", potęgują się zdarzenia i wszystkie popełnione zbrodnie, i w momencie gdy czytelnik nie może znieść już więcej tajemnic, wszystko układa się w niezwykłą historię.

  W "Grze Anioła" można wychwycić wątki fantastyczne, lecz nie są one przodownikami całej powieści. Sam tytuł również może nam coś sugerować, jednak odnosi się on do tajemniczej postaci, która proponuje głównemu bohaterowi Davidowi, napisanie książki, która będzie religią dla każdego. Zwany później pryncypałem płaci 100 tysięcy franków za stworzenie tej powieści. Najbardziej charakterystycznym dla niego symbolem jest właśnie anioł.

  Wracając do książki. Opowiada ona historię życia Davida Martina. Jak jako biedny chłopiec pracował w wydawnictwie, jak napisał swoje pierwsze opowiadanie, jak to się stało, że zaczął być publikowany. Był autorem serii Tajemnice Barcelony i tym właśnie przyciągnął uwagę wyżej wymienionego pryncypała. W miarę tworzenia tej serii, w wydawnictwie stawał się niechciany, ponieważ mu zazdroszczono. Niegdysiejsi koledzy szeptali za jego plecami i rzucali mu zawistne spojrzenia. Jedynym, który przy nim pozostał był Pedro Vidal. A i to nie bez powodu.

  Po przeżyciach w wydawnictwie, David zaczął tworzyć kolejne tomy, kryminały, jednak pod pseudonimem Ignatus B. Samson. Były to powieści w odcinkach, utrzymywane w barokowej i krwawej tonacji. Była to seria Miasto Przeklętych. I tak Martin zaczął zarabiać na jako takie utrzymanie. Kupił domek z wieżyczką (który od początku był niezwykle podejrzanym obiektem), jednak w tym całym jabłku musiał znaleźć się jakiś robak. Główny bohater cierpiał z powodu niespełnionej miłości. I to odwzajemnionej. Niestety zarówno on jak i ona byli dłużnikami Pedra Vidala i odczuwali potrzebę, by całe swe życie poświęcić właśnie jemu, za to wszystko co on dla nich uczynił.

  Nie jestem w stanie przytoczyć tu wszystkich wydarzeń, które miały miejsce na tych 500 stronach. Tych akcji jest za dużo, a nie piszę też po to by całą książkę streścić. Muszę jednak zaznaczyć, że całe życie Davida Martina było na wskroś przeklęte i niemalże przegrane. Sądził, że ma władzę nad nim, jednak zawsze jakaś siła kierowała go w stronę dla niego nieprzychylną.

  Książka ta to przykład najpiękniejszej opowieści kryminalno-fantastyczno-miłosnej jaką kiedykolwiek miałam w ręku. I mimo że jest to tylko wydanie kieszonkowe, bardzo cenię je sobie w swojej biblioteczce. Taka mała niepozorna, ale głębię ma niesamowitą. Mogłabym pisać i pisać, ale najważniejszym faktem jest to iż odczuwałam niesamowitą przyjemność podczas czytania. Byłam zafascynowana. Gdy usiadłam już z nią w ręku tak trudno było mi się od niej oderwać. Polecam ze szczerego serca aby każdy, kto tu zagląda i czyta moje skromne wypociny, zajrzał do niej i przeżył to, co przeżyłam ja.


FRAGMENTY
·      s.18,19 "Zawiść jest religią przeciętniaków. Umacnia ich, łagodzi gryzące niepokoje, a wreszcie przeżera duszę i pozwala usprawiedliwiać nikczemność i zazdrość do tego stopnia, iż zaczynają je uważać za cnoty, przekonani, że bramy raju staną otworem tylko przed takimi jak oni - kreatury, po których zostają jedynie żałosne próby pomniejszenia zasług innych i wykluczenia albo, jeśli to możliwe, zniszczenia tych, którzy samym swoim istnieniem i byciem tym, kim są, obnażają ubóstwo ich ducha, umysłu i charakteru. Błogosławiony ten, którego obszczekują kretyni, bo nie do nich należeć będzie jego dusza."

·       s.176,177 "...takich, co mają chęci i talent, jest wielu, a mimo to większość z nich nigdy do niczego nie dochodzi. To tylko punkt wyjścia, by cokolwiek w życiu zrobić. Wrodzony talent jest jak siła dla sportowca. Można urodzić się z większymi lub mniejszymi zdolnościami. Ale nikt nie zostaje sportowcem tylko i wyłącznie dlatego, że urodził się wysoki, silny lub szybki. Tym, co czyni kogoś sportowcem lub artystą, jest praca, praktyka i technika. Wrodzona inteligencja jest tylko i wyłącznie amunicją. Żeby ją skutecznie wykorzystać, musisz przekształcić swój umysł w precyzyjną broń."

·         s.181 "Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie."

·    s.196 "W naszej naturze leży przetrwanie. Wiara jest instynktowną odpowiedzią na te aspekty egzystencji, których nie potrafimy wyjaśnić w inny sposób, może to być moralna pustka, którą znajdujemy we wszechświecie, pewność śmierci, pozostające bez odpowiedzi pytanie o początek wszystkiego, o sens naszego życia lub jego brak. To aspekty zupełnie podstawowe, niezwykle proste, ale nasze własne ograniczenia nie pozwalają nam rozstrzygnąć tych kwestii w sposób jednoznaczny, dlatego, w akcie samoobrony, wytwarzamy odpowiedź emocjonalną. Dzieje się tak tylko i wyłącznie za sprawą biologii."

·      s.291 "Nic tak nie wzmacnia naszej wiary jak strach i pewność grożącego nam niebezpieczeństwa. Kiedy czujemy sie ofiarami, wszystkie nasze czyny i przekonania religijne, nawet te najbardziej wątpliwe, stają się uprawomocnione. Nasi oponenci, albo po prostu nasi sąsiedzi, przestają nimi być i zmieniają się we wrogów. Przestajemy być agresorami, by przekształcić się w obrońców. Zawiść, chciwość i resentyment, które nami kierują, zostają uświęcone, bo tkwimy w przekonaniu, że działamy w obronie własnej. Zło, groźba zawsze są w tym innym. Pierwszym krokiem, by żarliwie wierzyć, jest strach. Strach przed utratą tożsamości, życia, kondycji lub wierzeń. Strach jest prochem, a nienawiść lontem. Dogmat jest w rezultacie tylko zapaloną zapałką."

·      s.365 "Pedro twierdzi, że pisarza poznaje się po śladach atramentu, jakie zostawia za sobą, że człowiek, którego oglądamy, to tylko pałuba, a prawda zawsze ukrywa się w fikcji."

·          s.448 "...potrzebujemy małych i wielkich kłamstw bardziej niż powietrza."

·    s.448 "...gdybyśmy mogli tylko przez jeden dzień, od wschodu do zachodu słońca, zobaczyć bez owijania w bawełnę całą prawdę o świecie i o nas samych, odebralibyśmy sobie życie albo postradalibyśmy rozum."

·         s.448 "...nie istnieje na świecie zło ani dobro poza tym, które sobie wyobrazimy, powodowani chwciwością albo naiwnością. Czasem nawet szaleństwem."

·         s.455 " - Od czego mam zacząć?
- Pan tu jest autorem. Ja tylko proszę, by opowiedział mi pan prawdę.
- Ale sam nie wiem, co tu jest prawdą.
- Prawdą jest to, co boli."

wtorek, 16 grudnia 2014

Klub Martwych

tytuł:                           Klub Martwych
autor:                          Charlaine Harris
przeczytana:               15 grudnia 2014
tytuł oryginału:            "Club Dead"
data wydania: pierw.:  2003
                      polsk.:  2010, Warszawa
wydawnictwo:            MAG
tłumaczenie:               Ewa Wojtczak
liczba stron:               339
ISBN:                        978-83-7480-159-1, Wydanie I
kategoria:                   fantastyka/literatura młodzieżowa
moja ocena:               6/10
seria:                         Sookie Stackhouse tom 3/15


  "Usta Billa znalazły się tuż przy moim uchu. Poczułam łaskotanie. Zapytał szeptem:
  - Przeszukali mój dom?
  - Nie wiem. Może wampiry w Missisipi. Nie miałam okazji tam zajrzeć po rewelacjach Erica, Pam i Chow, którzy przyszli mi powiedzieć, że zostałeś porwany.
  - I powiedzieli ci...?
  - Że postanowiłeś mnie opuścić. Tak, powiedzieli mi o tym.
  - Już zapłaciłem a to krótkie szaleństwo - zauważył.
  - Może zapłaciłeś tyle, że przestałeś czuć się winny - stwierdziłam - ale nie wiem, czy zmyłeś swoją winę w moich oczach."


OPIS
  Sookie Stackhouse uważa, że w jej życiu jest miejsce tylko dla jednego wampira - Billa Camptona. Niestety, nie wszystko zależy od niej. Ona i Bill nieco się od siebie oddalili. W dodatku pewnego dnia ukochany dziewczyny znika. Przystojny, lecz groźny szef Camptona, Eric, podejrzewa, że Bill przebywa w stolicy stanu Missisipi - Jackson. Sookie musi tam pojechać i nawiązać kontakt z nadnaturalnymi bywalcami wampirzego lokalu nazywanego "Klubem Martwych". Jest to niewielki elitarny bar w centrum miasta, miejsce, w którym wilkołaki, zmiennokształtni i wampiry bawią się bez przeszkód według własnych upodobań, a spośród istot ludzkich trafiają so niego nieliczni. Sookie wykorzystuje swoje zdolności i znajduje Billa, ale ponieważ do tego czasu dowiaduje się o niektórych jego postępkach, nie jest pewna - ma go ratować... czy naostrzyć kołek?

MOJA OPINIA
  Charlaine Harris jest fenomenem literackim w Stanach Zjednoczonych. Jako jedyna autorka wprowadziła jednocześnie 7 tytułów serii na listę bestsellerów "New York Times". Na podstawie jej serii o Sookie Stackhouse, laureat Oscara i nagrody Emmy, Alan Ball nakręcił serial który z miejsca stał się hitem na całym świecie, zdobywając dwie nominacje do Złotych Globów i prawie 4 miliony widzów w samych USA. W Polsce emitowany na HBO serial jest najlepiej oglądanym serialem tego kanału. Prawa autorskie do serii książek Charlaine Harris o Sookie Stackhouse sprzedano do ponad 20 krajów.

  Klub Martwych to tom trzeci wyżej wymienionej serii, wydany w Polsce po raz pierwszy w 20010 roku. Seria liczy sobie aż 13 tomów + opowiadania ze świata Stookie. Istnieje jeszcze jeden tom After Dead: What Came Next in the World of Sookie Stackhouse (październik 2013), który w Polsce nadal nie został przetłumaczony.

  Oczywiście, jak wielu autorów, również i Charlaine Harris posiada profil na fb:
https://www.facebook.com/CharlaineHarris?fref=ts
  To tak na marginesie.

  Wspomniałam już niedawno o "Martwym aż do zmroku" oraz "U martwych w Dallas", których plusami była tylko i wyłącznie kwestia kryminalistyki. W "Klubie Martwych" jest niestety podobnie. Książka ta dostała ode mnie jednak troszeczkę wyższą ocenę niż pozostałe. Już piszę dlaczego.

  W poprzednich częściach miałam do czynienia głównie z seksem, przemawiającym z każdej możliwej strony książki. "Klub Martwych" oszczędził mi tak wielu scen, choć nie wykluczył ich całkowicie. Te sceny jednak nie były przemilczane, czy pominięte. Jest bardzo dobrze opisana scena z Eric'iem (choć nie piszę jak ona się skończyła, bo nie tak jak myślisz :)), oraz sytuacje z Alcidem, który moim zdaniem jest dżemem w całym tym pączku. A więc jednak autorka wzięła się za uporządkowywanie. I, niech chwała będzie literkom, 'och' znalazłam tylko kilka razy na książkę i tylko z ust Sookie. To są właściwie powody, dla których książka ma 6/10, a nie 5 :).

  Mogę tu jeszcze dopisać oczywiście o wątku śledczym, którego podjęła się biedna Sookie. Książka rozpoczyna się od 'jakotakiego' rozstania Billa i Sookie. Nie do końca wiadomo czy to już całkiem koniec czy nie, bo główna bohaterka, jak to kobieta, zmienia zdanie za każdym razem, gdy Billa widzi. Niemniej jednak po tym wieczorze już się nie widzą, gdyż wampir ma misję do wykonania. Nie wyjaśnia jej szczegółów, a o miejscu swego pobytu kłamie. No i zaczynają się schody.

  Przybywa Eric ze swoją świtą i wyjaśnia możliwości zaginięcia/porwania Billa. Nie wiadomo czy wciąż żyje, gdzie się znajduje, z kim i co dokładnie robi. Właściwie nie wiadomo nic. Każdemu Bill mówił co innego. W korowodzie tych zdarzeń, Sookie właściwie jest zmuszona wyjechać do Jackson w stanie Missisipi, aby podszyć się pod dziewczynę wilkołaka Alcide'a, i prowadzić śledztwo dzięki swym umiejętnością, w barze o chwytnej nazwie "Klub Martwych". Jak w każdej części Sookie jest raniona po wielokroć i bita. Moim zdanie autorka zrobiła z niej mini herosa. Niestety ta plakietka nie bardzo do niej pasuje i burzy dobrą wizję książki.

  Nie znajdziemy tu bystrych zdań, pełnych ukrytej inteligencji i przebiegłości. Nie można w ogóle mówić o twórczości, która cokolwiek wnosi do naszego życia, choćby, że dobro jakoś zwycięża. W tej książce miesza się wszystko, bo główna bohaterka, której emocje cały czas poznajemy, zmienia się jak kalejdoskop. I choć jest tylko słabiutką dziewczynką, udaje jej się dokonać tak wiele rzeczy, o które nikt by jej nie podejrzewał. Mogę zarzucić jeszcze książce błędu sytuacyjne. Widać, że autorka trochę się gubi. Nikt nie znajdzie w tej książce głębi, porywającej serce czytelnika...


   Można określić książkę jako płytką. Jak wspomniałam wcześniej, brak w niej głębi pozwalającej opętać duszę i pozostawiającej niezapomniane. Bardzo słabiutka, choć w głębi serca kibicowałam związkowi Sookie i Alcide'a. I właściwie nie wiem skąd takie zainteresowanie tą serią wśród Amerykanów. Czy naprawdę nikt nie potrafi dostrzec, że ta książka nie jest fenomenem?
  Och, jak ja tęsknię za czymś inteligentnym...

poniedziałek, 15 grudnia 2014

U martwych w Dallas


tytuł:                           U martwych w Dallas
autor:                          Charlaine Harris
przeczytana:               12 grudnia 2014
tytuł oryginału:           "Living Dead in Dallas"
data wydania: pierw.:  2002
                      polsk.:  2009, Warszawa
wydawnictwo:            MAG
tłumaczenie:               Ewa Wojtczak
liczba stron:               352
ISBN:                        978-83-7480-151-5 Wydanie I
kategoria:                  fantastyka/literatura młodzieżowa
moja ocena:               5/10
seria:                         Sookie Stackhouse tom 2/15


  "Nie wiedziałam, co wykwalifikowany hipnotyzer powiedziałby o mojej technice, niemniej jednak działała, przynajmniej w tej konkretnej sytuacji. Bethany była zrelaksowana, jej umysł funkcjonował na zwolnionych obrotach i tylko czekał na moje polecenia.
  - Jerry będzie nadal zajmował się twoimi włosami - kontynuowałam tym samym, spokojnym tonem - a my tymczasem przebrniemy przez tamtą noc. Poddaj się dłonią fryzjera, a równocześnie zacznij sie przygotowywać do pracy w barze. Nie zwracaj na mnie uwagi, jestem tylko podmuchem powietrza tuż nad twoim ramieniem. Słyszysz mój głos, ale dociera on z innej kabiny w salonie piękności. Możesz go  słyszeć jedynie wówczas, gdy wypowiem twoje imię."

OPIS
  Chociaż miłość między kelnerką Sookie Stackhouse i wampirem Billem kwitnie, dziewczyna nie ma dobrego dnia. Rano znajduje ciało zamordowanego kucharza, a wieczorem napada na nią przerażająca istota - poważnie rani Sookie i zatruwa jej krew. Na szczęście istnieje kuracja - zaprzyjaźnione wampiry łaskawie wysysają truciznę z żył Sookie. Czynią to wprawdzie z ogromną przyjemnością, lecz bez dwóch zdań ratują jej w ten sposób życie.

  Poproszona przez jednego z nich o wyświadczenie przysługi, nie może więc odmówić i wkrótce trafia do Dallas, gdzie, korzystając ze swojego telepatycznego daru, musi odszukać zaginionego brata tamtejszej społeczności.

  Sookie zgadza się przesłuchać kilka osób zaangażowanych w sprawę, ale stawia warunek: wampiry muszą obiecać, że nie skrzywdzą żadnej ludzkiej istoty, winnej czy niewinnej. Zadanie okazuje się niełatwe i niebezpieczne dla młodej telepatki.

  "U martwych w Dallas" to świetna kontynuacja "Martwego aż do zmroku" i kolejna wciągająca opowieść z amerykańskiego Południa - niezwykły kryminał i wyrazisty horror w jednym. W świecie wampirów, wilkołaków, menad i innych nadnaturalnych stworzeń nic nie jest takie, jakie się wydaje, a niektóre zdarzenia mogą bez wątpienia przyprawić czytelnika o bezsenność.

MOJA OPINIA
  Charlaine Harris (ur. 25 listopada 1951 roku, mieszkająca w Magnolii w stanie Arkansas), jest bestsellerową pisarką publikującą powieści od ponad trzydziestu lat. Początkowo pisała poezję, później, podczas studiów tworzyła sztuki teatralne. Kilka lat po ukończeniu studiów zaczęła pisać powieści. Do jej najgłośniejszych publikacji należy cykl The Southern Vampire Mysteries  opowiadający o Sookie Stackhaouse - kelnerce-telepatce z Luizjany, na podstawie którego HBO nakręciło serial Czysta Krew (True Blood).

  U martwych w Dallas to tom drugi wyżej wymienionej serii, wydany w Polsce po raz pierwszy w 2009 roku. Seria liczy sobie aż 13 tomów + opowiadania ze świata Stookie. Istnieje jeszcze jeden tom After Dead: What Came Next in the World of Sookie Stackhouse (październik 2013), który w Polsce nadal nie został przetłumaczony.

  Oczywiście, jak wielu autorów, również i Charlaine Harris posiada profil na fb:
https://www.facebook.com/CharlaineHarris?fref=ts
  To tak na marginesie.

  Wcześniej pisałam już o "Martwym aż do zmroku", będącym tomem pierwszym tej serii i miałam o nim raczej mierne zdanie. Jeśli chodzi o tom drugi moja opinia nie uległa zmianie. Jeśli chodzi o pomysł książki to bardzo mi się spodobał (dlatego 5/10), natomiast biorąc pod uwagę bohaterów i dialogi odpowiadające inteligencji dżdżownicy, to książka jest porażką.

  W książce tej są poruszone dwa wątki kryminalistyczne. Pierwszy z nich to zabójstwo kucharza Lafayette'a, pracującego w barze "U Merlotte'a". Jak wiadomo z części pierwszej, kucharz ten by Murzynem o orientacji gejowskiej. Nosił makijaż oraz kolorował zarówno paznokcie u rąk jak i u nóg. Norma na standardy amerykańskie. Jego ciało znaleziono w samochodzie Andy'ego, miejscowego policjanta. Z zeznań świadków oraz samej Sookie (głównej bohaterki), można było się dowiedzieć, że uczestniczył on niedawno w imprezie, której celem przewodnim był sex grupowy.

  Drugi wątek o podłożu kryminalnym miał miejsce w Dallas. Sookie ze swoim darem telepatii musiała przeprowadzić kolejne mini-śledztwo. Wynajęta została Stanowi Davisowi, ażeby odszukać jego zaginionego brata Farrella. 'Brat' bardziej ze względu na długotrwałe przebywanie ze sobą. To taki wampirzy żargon. W swym śledztwie Sookie dotarła do Bractwa, zajmującego się eliminacją wampirów. Motto przywódcy stanowiło: "USUŃCIE 'NIE' ZE SŁOWA NIEUMARŁY". Ujmujące. Tam przeżyła kolejne, oczywiście, maltretowania i próbę gwałtu (już drugą na dwie książki. Aż boję się dowiedzieć co będzie w trzeciej), wykazała się sprytem i uciekła oraz nauczyła się jako tako porozumiewać z innym telepatą w myślach.

  Otóż, biorąc pod uwagę wątki kryminalne książka bardzo mi się podobała. Umiarkowanie dawkowana prawda i odkrywanie kolejnych nowości było dobrze umiejscowione. To ogromny plus dla książki. I to by było na tyle z pozytywów.

  Mogłabym kolejno powlekać wszystko to, co napisałam o tomie pierwszym. Bohaterowie, zupełnie bezbarwni, choć autorka starała się coś tam wmusić czytelnikowi. Niestety nic z tego nie wyszło. Wszystkich można włożyć do tego samego worka, bo nie bardzo się czymkolwiek od siebie różnią. Są banalni i ziemsko przewidywalni. Porażka. I jest jeszcze coś, co mnie doprawdy do szału doprowadza. Słowo "och". Rozpoczyna ono niemalże każdy dialog w tej książce. I używają go nie tylko kobiety, ale przede wszystkim faceci. Wprost nie mogę sobie tego wyobrazić, jak silny i potężny wampir, przywódca w Dallas, co rusz używa 'och'. Przykład:



  Jestem pełna rozczarowania i niesmaku. Wszystko w tej książce kręci się wokół seksu. Czasami ta książka aż obrzydza, z przyjemnością zamieniłabym ją na inną milszą lekturę. Niestety reszta została w Polsce, podczas gdy ja przebywam w Szwecji. A więc nie zostało mi nic innego jak maltretować tę serię i użalać się czemu jest taka totalnie denna, skoro mogła być całkiem dobra. Gdyby tylko autorka zminimalizowała cały ten ogrom podniecenia i scen łóżkowych, mogłabym książkę łyknąć i być zadowolona. A nawet te sceny łóżkowe są tak byle jak opisane, że aż mi ręce opadają. Zamiast opisać jedną dokładnie ze szczegółami, czym przyciągnęłaby czytelnika i wykazała się pomysłowością i odwagą, autorka pisze, że spędzili cudowną godzinę. Bądź, że się dobrze zajął.

  Ale będę silna i przeczytam wszystkie. Dzięki nim coraz lepiej się uczę tekstu piosenek na pamięć. :) Przynajmniej nie rzucam książką za każdym 'och'. Z całego serca odradzam wszystkim czytelnikom fantasy. Można sobie przez tą książkę zniszczyć tylko dobre wyobrażenie o świecie fantastycznym.

  Ach, gdzie się podziały wampiry godne Draculi? Jak ja za nim tęsknię...


wtorek, 9 grudnia 2014

Syntetyczna krew wizją przyszłości!


tytuł:                           Martwy aż do zmroku
autor:                          Charlaine Harris
przeczytana:               9 grudnia 2014
tytuł oryginału:           "Dead Until Dark"
data wydania: pierw.:  2001
                      polsk.:  2009
wydawnictwo:            MAG
tłumaczenie:               Ewa Wojtczak
liczba stron:                392
ISBN:                         978-83-7480-141-6, Wydanie II (błędów tona)
kategoria:                   fantasty/ paranormalny romans
moja ocena:                5/10
seria:                          Sookie Stackhouse tom 1/15


  "Od lat czekałam na zjawienie się wampirów w naszym miasteczku, aż nagle jeden z nich wszedł do baru.
  Odkąd przed czterema laty wampiry wyszły z trumien (jak wesoło ujmują), spodziewałam się, że któryś z nich prędzej czy później trafi do Bon Temps. Naszą małą mieścinę zamieszkiwali przedstawiciele wszystkich innych mniejszości... dlaczego zatem nie mieli tu żyć członkowie tej najświeższej, czyli prawnie uznani nieumarli? Do tej pory przecież wiejska północ Luizjany najwyraźniej niezbyt kusiła wampiry. Choć z drugiej strony, Nowy Orlean stanowił dla nich prawdziwe centrum. W końcu mieszkali w tym mieście bohaterowie powieści Anne Rice, zgadza się?
  Z Bon Temps do Nowego Orleanu nie jedzie się długo i wszyscy goście naszego baru mawiają, że jeśli staniesz na rogu ulicy i rzucisz kamieniem, możesz przypadkiem trafić wampira. Chociaż... lepiej nie rzucać."


OPIS
  Sookie Stackhouse pracuje jako kelnerka w drink-barze w małym miasteczku w Luizjanie. Jest spokojna, zamknięta w sobie i nie chodzi na randki. Nie dlatego, że nie jest ładna. Przeciwnie, jest niezwykle atrakcyjną blondynką. Niestety, ma pewien dar, który nazywa swoim przekleństwem - potrafi czytać w ludzkich umysłach. Mężczyźni niechętnie umawiają się z takimi dziewczynami. Pewnego dnia jednak w barze zjawia się Bill. Jest wysoki, ciemnowłosy, przystojny... a Sookie nie potrafi "usłyszeć" ani jednej jego myśli! Już choćby dlatego jest to dokładnie taki facet, jakiego szukała przez całe życie. Tylko że Bill również nie jest osobnikiem przeciętnym. Jest wampirem, a te nie mają dobrej reputacji... Gdy giną dwie młode kobiety, a na ich udach koroner znajduje ślady ków, podejrzenie pada na wampiry, czyli także (a może przede wszystkim) na Billa...

MOJA OPINIA
  Charlaine Harris (ur. 25 listopada 1951 roku, mieszkająca w Magnolii w stanie Arkansas), jest bestsellerową pisarką publikującą powieści od ponad trzydziestu lat. Początkowo pisała poezję, później, podczas studiów tworzyła sztuki teatralne. Kilka lat po ukończeniu studiów zaczęła pisać powieści. Do jej najgłośniejszych publikacji należy cykl The Southern Vampire Mysteries  opowiadający o Sookie Stackhaouse - kelnerce-telepatce z Luizjany, na podstawie którego HBO nakręciło serial Czysta Krew (True Blood).

  Martwy aż do zmroku to tom pierwszy wyżej wymienionej serii, wydany w Polsce po raz pierwszy w 2004 roku. Seria liczy sobie aż 13 tomów + opowiadania ze świata Sookie. Istnieje jeszcze jeden tom After Dead: What Came Next in the World of Sookie Stackhouse (październik 2013), który w Polsce nadal nie został przetłumaczony.

  Oczywiście, jak wielu autorów, również i Charlaine Harris posiada profil na fb:
https://www.facebook.com/CharlaineHarris?fref=ts
  To tak na marginesie.

  Wracając do Martwego aż do zmierzchu, kończą mi się pozytywy tej opinii. Niemalże całą serię dostałam jako prezent mikołajkowy i zastanawiam się co powiedzieć osobie podarowującej. Niestety książka jest totalnym dnem, typowym 'gniotem', totalnym odmóżdżaczem. Ale po kolei.
  Świat przedstawiony w książce o narracji pierwszoosobowej, kręci się głównie wokół baru Sama, domu Sookie, domu Billa. To właściwie nie ma znaczącego wpływu na moją ocenę, jednak te miejsca po pewnym czasie stają się nudne, bo nie dzieje się nic w nieznanym terenie, w którym emocje byłyby większe z powodu właśnie nieznanego.


  Uwaga! Wymyślono w tym świecie syntetyczną krew dla wampirów,  którą podają w każdym barze, i nikogo już nie dziwi widok wampira, a nawet martwi jego brak. To nie jest jednak najdziwniejsze. Otóż, Charlaine wymyśliła sobie, że wprowadzi w swoją książkę motyw wirusa, jakoby wampiryzm był skutkiem wampirycznego wirusa. Przez niego właśnie dani osobnicy spali za dnia, nocą balowali, mieli białą skórę, pili krew oraz nie umierali ze starości. Odkrycie syntetycznej krwi dało swobodę wampirom i 'jako takie' bezpieczeństwo ludziom, którzy nie musieli się już obawiać ataku krwiożerczych obywateli. Powstało natomiast coś takiego jak moda na miłośniczki kłów. Były to piękne dziewczyny, które spały z wampirami i pozwalały im się gryźć. Te właśnie kobiety zaczęły padać ofiarami seryjnego mordercy.

  I tu wkracza nieprzejednana, uważana za odrobinę psychiczną, Sookie Stackhouse. Posiadała dar telepatii, czyli czyta ludziom w myślach. Jest to powiedziane niemalże na pierwszej stronie książki. I nie jest to tajemnica, większość osób wie, że coś z nią nie tak, i dlatego uważa ją za stukniętą. Jest ładna, młoda i ponętna i pracuje jako kelnerka. Ponadto marzy, aby progi baru przekroczył wampir, który będzie tylko jej. No cóż, marzenie dość problematyczne... I może jeszcze udałoby mi się w to wszystko uwierzyć, gdyby nie fakt, że dziewczyna ma 24/25 lat, a jej zwierzenia to typowo 14-latkowe podloty. To jest okropne. Te zdania i styl w jakim autorka zaserwowała nam tę książkę, totalna porażka! Zupełna kaszana! A przecież w podziękowaniach tak przymilnie się rozpisywała w podziękowaniach dla ludzi, którzy dopomogli jej w książce, w układaniu zdań i skleceniu wszystkiego do kupy.
Ja się grzecznie pytam, SERIO?!

  To jeszcze nic. Oprócz dość ciekawego motywu morderstw miłośniczek kłów, cała książka kręci się wokół seksu. Z każdego rozdziału przebija, nie romantyzm, co byłoby znośne, a właśnie seks. Główna bohaterka, gdy już spotkała swojego wampira, pierwsze co myśli to jak uprawiają seks wampiry. Czy w ogóle mogą, jak to wygląda, itp. Aż czasami odrzucałam książkę na bok w przypływach obrzydzenia. Zgrozo, to nie wszystko. Gdy już Sookie zakochuje się z wzajemnością w Billu (jej wampirze, co podkreśla za każdym razem, gdy tylko coś o nim mówi), pozwala się gryźć. Dobrowolnie oddaje mu swoją krew. Że niby z miłości?! Masakra! Ale, jeszcze nie skończyłam. Sam, pracodawca Sookie, gdy tylko zobaczył zainteresowanie jakim kelnerka darzy wampira, sam zaczął się do niej zalecać. A ona przecież potrafiła czytać w myślach... I tu, pojawia się kolejna drobnostka. Od Sama nie odbiera myśli, a jedynie pojedyncze doznania, stąd wie, że on jej pragnie. (I znów seks). I, dorzucę do kupy tych 'badziestw' coś jeszcze, mało tego, że są wampiry, bo to jest powiedziane na wstępie, z biegiem akcji można poznać też wilkołaka.

  Zero mądrości, zero romantyzmu, zero poświęcenia, zero pomysłu... Jedyne, podkreślam jedyne, co mnie naprawdę w tej książce zainteresowało, to skrzętnie ukrywany seryjny morderca. Sama nie wiedziałam kim on mógł być i to mi się podobało. Ale, oczywiście, dowiadujemy się kim on jest, gdy atakuje Sookie. Ach wszystko wokół niej się kręci. Przez 24 lata nic, wyśmiewana i odsunięta od możliwości randek (przez telepatię) staje się epicentrum zdarzeń książki. Niby to jest cały jej zamysł, ale brakuje mi tu jakiegoś wątku obok. Czegoś, co nie byłoby przepełnione tylko i wyłącznie seksem.

  Jejciu. Byłam tak ucieszona, że dostałam tyle książek, a teraz mina mi zrzedła. I na ich podstawie stworzono serial... jestem ciekawa czy jest on lepszy niż książka, bo jeśli nie, to stwierdzam z ciężkim sercem, że scenarzyści nie mają co robić, tylko inwestować kasę w kabałę, porażkę, mdłe słowa na papierze.

  Powinnam jeszcze wspomnieć o trzech przyjaciołach Billa, również wampirach. Przy nich Bill był niczym baletnica. Grzeczny, starający się wpasować w krajobraz i otoczenie ludzi, przestrzegający ich zasad. Jego przyjaciele to krnąbrni przedstawiciele swej rasy, dumni, wyniośli i przede wszystkim źli i niebezpieczni, a do tego swawolni. Tyle ich obchodziło pojednanie się z ludźmi, co trawa, po której deptali nocą. Ale i tak zostali spaleni.

  Napisałam się tyle, co jeszcze nigdy. Ogólnie rzecz ujmując, dla osób które nie wgłębiają się w treść, a czytają końcówkę, jestem totalnie rozczarowana. Nie polecam nikomu powyżej 15 lat, a to i tak tym mniej inteligentnym 15-latkom. Nawet sceny miłości są okropnie napisane! W Kiedy nadciąga ciemność chociaż to było dobre. A tu? Nie, nie, nie. Nie polecam, odradzam, rzygam. I tyle.
  A może to wina tylko tłumaczenia?